Na okładce jego książki widnieje określenie „najskuteczniejszy snajper Wojsk Lądowych”. Sam Przemysław Wójtowicz mówi o nim z dystansem: nie wie, czy jest najskuteczniejszy – po prostu jako pierwszy opisał swoją historię, a na słowo z okładki nalegało wydawnictwo, bo miało przyciągać czytelnika. Ta niechęć do superlatywów jest chyba najlepszym kluczem do jego biografii – dwudziestu jeden lat służby, dowodzenia sekcją snajperów w Afganistanie, dwunastu odłamków, które nosi w ciele od 2010 roku, i życia po służbie, w którym zajmuje się rannymi żołnierzami, zamiast opowiadać o własnych strzałach.
Kim jest Przemysław Wójtowicz
Zanim stał się rozpoznawalną postacią polskiego środowiska strzeleckiego, przeszedł drogę typową dla podoficera zawodowego lat dziewięćdziesiątych – bez skrótów i bez rodzinnych tradycji wojskowych.
Z Nowej Huty do wojska
Wójtowicz urodził się 26 marca 1976 roku w Krakowie i wychowywał się w Nowej Hucie. Z wojskiem związał się zawodowo w 1996 roku, w czasie, gdy armia dopiero zaczynała przechodzić na standardy zachodnie. Ukończył Szkołę Podoficerską Wojsk Lądowych w Poznaniu.
Przebieg jego służby to lista stanowisk, która ma niewiele wspólnego z filmowym wyobrażeniem snajpera działającego w pojedynkę. Był kolejno dowódcą drużyny, pomocnikiem dowódcy plutonu, dowódcą plutonu, starszym szyfrantem, podoficerem sztabowym w sekcjach S-2 i S-3, wreszcie dowódcą sekcji snajperów. Do tego doszły kursy – w tym kanadyjski kurs dowódców sekcji snajperskich (SDCC) oraz szkolenia z ratownictwa pola walki (TCCC).
Snajper to nie to samo co strzelec wyborowy
W rozmowach wraca do pojęć, które w Polsce wciąż bywają mylone, a które opisaliśmy szerzej w materiale o snajperach i strzelcach wyborowych. Zadania snajpera to przede wszystkim prowadzenie rozpoznania, maskowanie i skryta obserwacja, a dopiero na końcu – jeśli w ogóle – strzał.
Sam podaje przykład sytuacji z Afganistanu, w której przed oddaniem jednego strzału trzeba było leżeć w ukryciu kilka dni. Mówi też rzecz, która w jego ustach brzmi jak zawodowe credo: snajper oddaje strzał tylko wtedy, gdy ma pewność trafienia. Ogień otwiera wyłącznie do celów zidentyfikowanych jako niebezpieczny przeciwnik – nie strzela na oślep do wszystkiego, co widzi.
Za tą pewnością stoi żmudna praca nad warsztatem. Wójtowicz dużo mówi o ocenie siły i kierunku wiatru na podstawie zjawiska mirażu termicznego, ruchu gałęzi, dymu czy kurzu spod kół przejeżdżającego samochodu. Zwraca uwagę na konieczność ćwiczenia tej oceny z wiatromierzem (anemometrem) w ręku tak długo, aż różnica między oceną „na oko” a odczytem z urządzenia spadnie do dziesiątych części metra na sekundę. Wymienia też narzędzia, które w tym fachu znaczą więcej niż efektowny sprzęt – z sekatorem do wycinania okien strzelniczych w roślinności na czele.
Warunki, w jakich działała jego sekcja, najlepiej oddaje operacja w dystrykcie Zana Khan w prowincji Ghazni. Żołnierze przesiedzieli w skałach łącznie około czterech nocy przy dobowej amplitudzie temperatur, tworzącej jedne z najgorszych warunków, jakie Wójtowicz pamięta z całej kariery: pięćdziesiąt stopni w dzień i siedem w nocy. To stamtąd pochodzi też jego najdalszy opisywany strzał – z dystansu ponad 1400 metrów, z wielkokalibrowego karabinu wyborowego na nabój .50 BMG. Samego trafienia nie zobaczył: gazy wylotowe z hamulca wzbiły tuman kurzu, więc skutek zameldował obserwator.
Sekcja miała przy tym komfort, na jaki polska armia rzadko mogła liczyć. Z pominięciem długotrwałej standardowej ścieżki zakupowej dostali siedemset tysięcy złotych na doposażenie i mogli sami wybrać sprzęt – przedstawiciel firmy przyjechał do nich z asortymentem.
Skąd wzięło się określenie „najskuteczniejszy”: to hasło z okładki książki Snajper wchodzi pierwszy, powtarzane później przez media. Wójtowicz w wywiadach dystansuje się od niego – tłumaczy, że nalegało na nie wydawnictwo, bo miało przyciągać czytelnika. Nie istnieje żadna oficjalna, publicznie dostępna statystyka potwierdzonych trafień polskich snajperów, więc określenie to pozostaje kwestią narracji wydawniczej, a nie zweryfikowanym rekordem.

Afganistan i rany z 2010 roku
Służył na misji w Afganistanie dwukrotnie i tylko tam – wbrew temu, co czasem pojawia się w opisach jego biografii, w Iraku nie był. Stanowczo to prostuje, gdy pada pytanie o inne kierunki. Podczas swojego drugiego wyjazdu, na VII zmianie Polskiego Kontyngentu Wojskowego (PKW) Afganistan, dowodził sekcją snajperów. To wtedy, w 2010 roku, został ciężko ranny.
Siódmą zmianę wspomina jako najcięższą w historii polskiej obecności w Afganistanie – zginęło na niej siedmiu żołnierzy, a ponad stu dwudziestu zostało rannych. Został ranny pod sam koniec zmiany: sekcja była już spakowana i miała dwa tygodnie do powrotu, gdy padł rozkaz wsparcia afgańskiego posterunku w górach w Adżiristanie. To rejon, który polscy żołnierze nazywali „kurortem dla talibów”. Spędzili tam dwanaście dni w niemal ciągłym kontakcie ogniowym. Wójtowicz wyszedł z tego z ranami postrzałowymi i dwunastoma odłamkami pocisku moździerzowego, które nosi w ciele do dziś. Podkreśla, że ranny został nie tylko on: obrażenia odnieśli wszyscy żołnierze sekcji. O samym momencie mówi w sposób, który zaskakuje każdego, kto spodziewa się opowieści o heroizmie:
„Kiedy zostałem ranny i kiedy ewakuacja się udała, poczułem po prostu ulgę. Dopiero potem przyszedł stres, że przecież zostałem inwalidą. I wtedy dopiero się rozpłakałem”.
W wywiadach nie ukrywa też goryczy wobec dowództwa. Mówi wprost o niekompetencji i o tym, że odpowiedzialność za rany i ofiary misji powinni brać przełożeni, a nie żołnierze wykonujący rozkazy. Adżiristan miał zresztą już wtedy tragiczną historię – rok wcześniej, 10 sierpnia 2009 roku, zginął tam kpt. Daniel Ambroziński z 1 batalionu 25 Brygady Kawalerii Powietrznej, trafiony przez talibskiego snajpera podczas operacji „Over the Top”.
Adżiristan zapisał się w jego pamięci również z powodu sytuacji, w której sam otarł się o śmierć. Zajmował zamaskowane stanowisko w głębi pomieszczenia, z karabinem wycelowanym w wybity w ścianie otwór strzelniczy wielkości cegły. Wrogi pocisk wpadł dokładnie przez ten otwór, minął go o centymetry i uderzył w ścianę za jego plecami.
Do wspomnień z tamtej zmiany należy też operacja w rejonie Espandi w prowincji Ghazni, wymierzona w poszukiwanych rebeliantów – akcja, której nie opisał w żadnej z książek. Sekcja podjęła wówczas ogromne ryzyko, a cała operacja okazała się bezcelowa – jak mówi, przez ciągły brak decyzji przełożonych.
Osobnym rozdziałem był sam powrót do kraju po zranieniu w Adżiristanie. Rannych ewakuowano z Afganistanu do amerykańskiego szpitala wojskowego w Landstuhl (Landstuhl Regional Medical Center, niedaleko bazy Ramstein) i to o nim Wójtowicz mówi w samych superlatywach: ranni byli tam otoczeni pełną opieką, a pierwszą osobą, która przywitała go w Niemczech, był szpitalny kapelan. Bolesne zderzenie z rzeczywistością nastąpiło po wylądowaniu w Warszawie. Rannych, którzy poprosili kolegów w Ghazni o czyste mundury, żeby po powrocie do kraju wyglądać jak żołnierze, nie witał nikt, a na pięciu rannych przypadała jedna karetka. Z wojskowego szpitala uciekł po trzech dniach.
„Lekarze ani pielęgniarki nie wiedzieli, że mam przylecieć. Gdy już dotarłem, czekałem w deszczu przed szpitalem. Nazywali mnie najemnikiem i byli niechętni do pomocy. Czułem się tam intruzem, więc z niego uciekłem. W domu robiłem sobie opatrunki i zastrzyki”.
To doświadczenie tłumaczy, dlaczego życie po służbie poświęcił rannym, a nie własnym wspomnieniom z pola walki.
Uznanie przyszło po latach. Wpisem do Księgi Honorowej Wojska Polskiego za męstwo i odwagę wyróżniono go 14 sierpnia 2016 roku – ceremonia odbyła się przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie, gdy w stopniu młodszego chorążego był starszym instruktorem w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej. Srebrny Medal „Za zasługi dla obronności kraju”, wręczony 11 lipca 2020 roku przez Szefa Sztabu Generalnego, otrzymał już za działalność na rzecz weteranów i rannych żołnierzy.
Szkolenie snajperów w Wojskach Lądowych
Po powrocie do kraju i dziewięciu miesiącach rehabilitacji jego rola się zmieniła. W 2012 roku został koordynatorem szkolenia snajperów w Wojskach Lądowych i starszym instruktorem – czyli człowiekiem odpowiedzialnym za to, jak w polskiej armii uczy się tej specjalności. Pomagał również stworzyć pierwszą w Polsce szkołę snajperów.
To był moment, w którym doświadczenie z misji zaczęło przekładać się na system szkolenia. Pełnił też funkcję pomocnika dowódcy ds. rannych i poszkodowanych w misjach poza granicami państwa, co wyznaczyło kierunek jego późniejszej działalności cywilnej.
W jego opowieściach o szkoleniu snajperów wracają wciąż te same filary:
- Obserwacja przed strzałem – rozpoznanie i meldunek są wynikiem pracy sekcji równie ważnym jak oddany strzał.
- Praca w zespole – snajper i obserwator to jeden zespół, a nie strzelec z pomocnikiem.
- Maskowanie i dyscyplina – zdolność pozostania niewykrytym przez wiele godzin decyduje o przeżyciu.
- Ratownictwo pola walki – umiejętności medyczne są w tej specjalności elementem wyszkolenia, a nie dodatkiem.
Broń, której używają polscy strzelcy, opisaliśmy osobno – zarówno rodzimy karabin wyborowy TOR, jak i używany w jednostkach specjalnych McMillan TAC-338. O tym, gdzie leżą fizyczne granice tej pracy, pisaliśmy z kolei w materiale o najdalszych strzałach snajperskich.
| Rok | Wydarzenie |
|---|---|
| 1976 | Urodzony 26 marca w Krakowie |
| 1996 | Początek służby zawodowej |
| 2010 | Ciężko ranny w Adżiristanie podczas VII zmiany PKW Afganistan |
| 2012 | Koordynator szkolenia snajperów Wojsk Lądowych i starszy instruktor |
| 2013 | Wystąpienie na konferencji weteranów „Meaning as a mission” w Holandii (listopad) |
| 2016 | Wpis do Księgi Honorowej Wojska Polskiego (14 sierpnia) |
| 2017 | Zakończenie służby (sierpień) i początek pracy w fundacji na rzecz weteranów (wrzesień) |
| 2020 | Srebrny Medal „Za zasługi dla obronności kraju” (11 lipca) |
| 2021 | Wydanie książki Snajper wchodzi pierwszy (lipiec) |
| 2024 | Wydanie poradnika Zanim naciśniesz spust (lipiec) |
| 2025 | Udział w zawodach Invictus Games w Vancouver (luty) |
Życie po mundurze – weterani i sport
Na emeryturze wojskowej przebywa od sierpnia 2017 roku. Miesiąc później zaczął pracę w Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju „Stratpoints” jako ekspert i szef zespołu do spraw weteranów.
Jego pomysł na pomoc rannym żołnierzom opiera się na sporcie i realnym wysiłku, a nie na samej terapii gabinetowej. Organizuje turnusy rehabilitacyjne – nurkowe, górskie i strzeleckie – a także biathlon, pływanie i wyprawy na Arktykę. Chodzi w nich o odbudowanie sprawności i powrót do funkcjonowania w grupie.
Tematem stresu bojowego zajmuje się nie tylko w Polsce. Jeszcze w trakcie służby, w listopadzie 2013 roku, wystąpił na konferencji „Meaning as a mission”, zorganizowanej przez holenderską federację weteranów BNMO – jako jedyny uczestnik, który mówił o tym z perspektywy żołnierza rannego na misji. O własnym powrocie do cywilnego życia opowiada bez patosu: pierwsze wyjście do klubu po powrocie skończyło się tym, że musiał usiąść, bo umysł wytrenowany w nieustannym obserwowaniu otoczenia nie radził sobie z nadmiarem bodźców. Dopiero gdy oswoił się z sytuacją, był w stanie wyjść na parkiet.
Sport pozostał przy tym również jego własną drogą. Jako weteran poszkodowany znalazł się w dziewiętnastoosobowej reprezentacji Polski na Invictus Games w kanadyjskim Vancouver w lutym 2025 roku.
Równolegle prowadzi szkolenia strzeleckie oparte na metodyce wypracowanej w wojsku (ma uprawnienia instruktora strzelectwa) i regularnie występuje publicznie w sprawach dotyczących weteranów.
Książki Przemysława Wójtowicza
Jest współautorem dwóch książek o zupełnie różnym charakterze.
Pierwsza to Snajper wchodzi pierwszy, napisana wspólnie z reporterem Michałem Wójcikiem i wydana w lipcu 2021 roku przez Znak Literanova – zapis rozmowy o służbie, misjach i cenie, jaką się za nie płaci. To właśnie na jej okładce znalazło się sporne hasło, a w środku opis trafienia w stanowisko przeciwnika z dystansu ponad 1400 metrów. Druga, Zanim naciśniesz spust. Pierwszy poradnik polskich snajperów, wyszła trzy lata później, w lipcu 2024 roku. Jej współautorem jest Artur Panasiuk. Książka jest podręcznikiem: opisuje warsztat, balistykę i zasady pracy sekcji.
Tego, jak sam mówi o swojej specjalności, kiedy nikt nie sprowadza jej do jednego zdania na okładce, można posłuchać w rozmowie poniżej.
To rozdzielenie jest charakterystyczne dla całego jego podejścia. Opowieść o wojnie i instrukcja rzemiosła to dwie różne rzeczy, a mieszanie ich rodzi właśnie takie uproszczenia, jak hasło o „najlepszym snajperze”.
Przemysław Wójtowicz – najczęściej zadawane pytania
Czy Przemysław Wójtowicz naprawdę był najskuteczniejszym polskim snajperem?
To określenie pochodzi z okładki jego książki i zostało powielone przez media. On sam się od niego dystansuje – tłumaczy, że nalegało na nie wydawnictwo, bo miało przyciągać czytelnika. Wojsko Polskie nie publikuje statystyk potwierdzonych trafień snajperów, więc nie istnieje dokument, który pozwoliłby taki ranking zweryfikować. Bezsporne jest natomiast, że dowodził sekcją snajperów w Afganistanie, a od 2012 roku odpowiadał za szkolenie snajperów w Wojskach Lądowych.
Kiedy i w jakich okolicznościach został ranny?
Został ciężko ranny w 2010 roku, pod koniec siódmej zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie, gdy jego sekcja wspierała afgański posterunek w górach w Adżiristanie. Wyszedł stamtąd z ranami postrzałowymi i dwunastoma odłamkami pocisku moździerzowego, które nosi w ciele do dziś. W wywiadach wspomina, że w chwili, gdy udała się ewakuacja, poczuł przede wszystkim ulgę.
Jakie książki napisał Przemysław Wójtowicz?
Współtworzył dwie książki, obie nakładem wydawnictwa Znak Literanova. Snajper wchodzi pierwszy napisał wspólnie z reporterem Michałem Wójcikiem i ukazała się w lipcu 2021 roku. Zanim naciśniesz spust. Pierwszy poradnik polskich snajperów, współtworzona z Arturem Panasiukiem, wyszła w lipcu 2024 roku i jest podręcznikiem warsztatu snajperskiego.
Czym zajmuje się po odejściu z wojska?
Od września 2017 roku pracuje w Fundacji Bezpieczeństwa i Rozwoju „Stratpoints” jako ekspert i szef zespołu do spraw weteranów. Organizuje turnusy rehabilitacyjne dla rannych żołnierzy – nurkowe, górskie, strzeleckie, biathlon, pływanie i wyprawy na Arktykę. Prowadzi też szkolenia strzeleckie i spotkania autorskie.
Ile lat służył w wojsku i kiedy zakończył służbę?
Zawodowo związał się z wojskiem w 1996 roku, a na emeryturę wojskową przeszedł w sierpniu 2017 roku – czyli po dwudziestu jeden latach służby. W tym czasie przeszedł drogę od dowódcy drużyny po koordynatora szkolenia snajperów Wojsk Lądowych.
Źródła
https://www.znak.com.pl/autorzy/przemyslaw-wojtowicz-10675
https://powerspeech.pl/mowca/przemyslaw-wojtowicz/
https://militaria-blog.pl/ksiazki/michal-wojcik-przemyslaw-wojtowicz-snajper-wchodzi-pierwszy-ksiazka-pod-naszym-patronatem/
https://www.youtube.com/watch?v=rkCdZds-pvw
https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,14024949,polski-snajper-z-afganistanu-juz-nigdy-nie-pociagne-za-spust.html
https://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/20221
https://polska-zbrojna.pl/home/articleshow/10296
https://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/41168
https://www.tokfm.pl/polska/oto-trudna-prawda-o-polskim-wojsku-byly-snajper-nie-gryzie-sie-w-jezyk-mleko-pod-nosem
https://wiadomosci.wp.pl/licencja-na-niewidzialnosc-czyli-jak-wyglada-sluzba-strzelcow-wyborowych-6027723374920833a
https://www.ostrowmaz24.pl/art/31626/srebrny-medal-za-zaslugi-dla-obronnosci-kraju






