BAS-3 // ONLINE
--:--:--
SEARCH // PORTAL BAS-3

ESC aby zamknąć · ↑↓ aby nawigować

ORP Orzeł wpływa do portu w Gdyni z załogą na pokładzie i banderą wojenną na maszcie dziobowym, luty 1939
◆ PORTAL BAS-3

Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia Commons , licencja domena publiczna

ORP Orzeł – okręt podwodny, który uciekł z Tallina bez map i zdemaskował inwazję na Norwegię

Autor: · · 18 min czytania
◆ Również w: II Wojna Światowa

W nocy z 17 na 18 września 1939 roku rozbrojony i internowany w Tallinie okręt podwodny ORP Orzeł zerwał nadpiłowane cumy, przeciął kabel zasilający port i wyszedł w morze pod ogniem estońskich baterii nadbrzeżnych. Nie miał map, szyfrów, zamków do dział ani czternastu z dwudziestu torped.

Przez kolejne 27 dni płynął po Bałtyku według odręcznej mapy narysowanej przez podporucznika na podstawie spisu latarń morskich, a 14 października zameldował się w Szkocji. Pół roku później jedną torpedą zdemaskował niemiecką inwazję na Norwegię. Zaginął z całą załogą na przełomie maja i czerwca 1940 roku, a jego wraku nie odnalazło dotąd ani dziesięć cywilnych ekspedycji, ani okręty Marynarki Wojennej.

Okręt za składki społeczne i jęczmień

ORP Orzeł powstał, bo polska Marynarka Wojenna potrzebowała okrętu zdolnego przechwycić radzieckie pancerniki w drodze z Kronsztadu do Zatoki Gdańskiej, a polskie stocznie nie potrafiły go zbudować. Zamówienie trafiło do Holandii i zostało w dużej części opłacone towarem.

Przetarg, skandal i umowa w Hadze

W 1933 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej uznało, że flota podwodna wymaga rozbudowy. Pierwsze zapytanie skierowano do stoczni francuskich. Najkorzystniejsza z sześciu ofert, sygnowana nazwiskiem cenionego konstruktora Simonota, okazała się zawierać zafałszowane dane techniczne, a sam Simonot nie brał udziału w jej przygotowaniu. Przetarg unieważniono w atmosferze skandalu.

Nowe wymagania z 1935 roku rozesłano do stoczni brytyjskich, amerykańskiej, włoskiej, szwedzkich i holenderskich. Wygrało Zjednoczenie Stoczni Holenderskich, a umowę podpisano 29 stycznia 1936 roku w Hadze.

Holendrzy zgodzili się, żeby około 85 procent kosztów budowy dwóch okrętów pokryć polskimi produktami rolnymi, głównie jęczmieniem browarnianym. Stocznie zobowiązały się też sprowadzić z Polski stal, blachy, połowę silników elektrycznych, akumulatory i kable. Całkowity koszt budowy przekroczył 20 milionów złotych, z czego polski przemysł dostarczył około 10 procent wartości.

Część pieniędzy pochodziła ze zbiórki społecznej prowadzonej między innymi przez Ligę Morską i Kolonialną oraz Fundusz Obrony Morskiej. Tablica na kiosku okrętu przypominała, że został zakupiony ze składek. Szef KMW kontradmirał Jerzy Świrski bronił tych funduszy przed przesunięciem na rozbudowę warsztatów portowych, argumentując w piśmie z 1935 roku, że społeczeństwo gotowe jest sprzeciwić się takiej decyzji.

Od stępki do bandery

Okręt zwodowano 15 stycznia 1938 roku w stoczni De Schelde we Vlissingen. Podczas prób w listopadzie 1938 roku bezpiecznie wynurzył się z głębokości 100 metrów, o 20 metrów większej niż konstrukcyjna. Na mili pomiarowej nie osiągnął jednak zamówionych 20 węzłów, zatrzymując się na 19,44 węzła.

2 lutego 1939 roku podniesiono na nim banderę wojenną, a 10 lutego wpłynął do Gdyni witany przez tłumy. Do wybuchu wojny zostało mu niecałe siedem miesięcy służby.

FIG_01 // VISUAL_REF
ORP Orzeł wpływa do portu w Gdyni z załogą na pokładzie i banderą wojenną na maszcie dziobowym, luty 1939
ORP Orzeł podczas powitania w Gdyni, 10 lutego 1939 roku – osiem dni po podniesieniu bandery we Vlissingen. Na dziobie widoczny zębaty przecinak sieci przeciwpodwodnych.Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia Commons (domena publiczna)

Dane techniczne ORP Orzeł

Był w chwili budowy jednym z najnowocześniejszych okrętów podwodnych na świecie i największym w polskiej flocie. Wykorzystywał niektóre rozwiązania holenderskiego O 16, ale nie był jego pochodną – został w całości spawany, gdy pierwowzór spawano w 49 procentach, i otrzymał znacznie silniejsze uzbrojenie oraz siłownię.

Wszystkie płaszczyzny sterowe, luki, zawory zbiorników balastowych i peryskopy sterowano hydraulicznie, co przed wojną było nowością. Kadłub sztywny z blach o grubości 14 mm (16 mm przy kiosku) podzielono na pięć wodoszczelnych przedziałów. Zanurzenie na głębokość peryskopową zajmowało 50 sekund. Poniżej zestawienie najważniejszych parametrów.

ParametrWartość
Długość całkowita84 m
Szerokość6,7 m
Wyporność nawodna / podwodna1100 t / 1473,5 t
Napęd2 silniki wysokoprężne Sulzer 6QD42 po 2370 KM, 2 silniki elektryczne Brown Boveri po 550 KM
Prędkość nawodna / podwodna19,44 w. / 8,9 w.
Zasięg7000 Mm przy 10 w. na powierzchni, 100 Mm przy 5 w. w zanurzeniu
Głębokość zanurzenia80 m konstrukcyjna, 100 m osiągnięta na próbach
Uzbrojenie torpedowe12 wyrzutni 550 mm (4 dziobowe, 4 rufowe, 4 obrotowe na śródokręciu), 20 torped
Artyleriaarmata Bofors 105 mm wz. 36, podwójne działko przeciwlotnicze Bofors 40 mm
Załoga6 oficerów, 54 podoficerów i marynarzy

Dwie liczby z tej tabeli zdecydowały o losie okrętu w 1939 roku. Prędkość nawodna bliska 20 węzłów pozwoliła mu później pełnić w Wielkiej Brytanii nietypową dla okrętu podwodnego rolę eskortowca konwojów. Zasięg 7000 mil morskich sprawił, że po ucieczce z Tallina mógł przez prawie miesiąc krążyć po Bałtyku, zanim skończyły mu się paliwo i słodka woda.

Uzbrojenie

Podstawową bronią były torpedy. Cztery stałe wyrzutnie na dziobie i cztery na rufie uzupełniały cztery obrotowe wyrzutnie w zabudowie kadłuba lekkiego śródokręcia, po dwie przed i za kioskiem – rozwiązanie przejęte z holenderskiego O 16. Wszystkie miały kaliber 550 mm z wkładkami redukującymi go do 533 mm, umożliwiającymi strzelanie torpedami brytyjskimi. Każda wyrzutnia miała aparat strzału dyskretnego, który zapobiegał wydostawaniu się na powierzchnię pęcherzy powietrza zdradzających pozycję okrętu.

Przed wojną okręt używał francuskich torped wz. 1924V o masie 1490 kg z głowicą zawierającą 310 kg trotylu i o zasięgu 4 km przy 44 węzłach. Artylerię stanowiła armata Boforsa kalibru 105 mm w opływowej masce przy kiosku, z zapasem 125 pocisków, oraz podwójne działko przeciwlotnicze 40 mm chowane hydraulicznie w wodoszczelnej studni w zabudowie kiosku. W Tallinie Estończycy wymontowali zamki z dział i przez pierwsze miesiące służby w Wielkiej Brytanii jedyną bronią okrętu poza torpedami były dwa karabiny maszynowe Lewis.

REKLAMA

Wrzesień 1939 – plan Worek i dowódca, który zawiódł

Wybuch wojny zastał Orła w porcie na Oksywiu z niepełną załogą, bo część podoficerów za zgodą dowódcy nocowała w domach. Odcumował około siódmej rano, godzinę po pozostałych okrętach dywizjonu. Kolejne dwa tygodnie to historia nie tyle okrętu, ile jego dowódcy.

Zgodnie z planem „Worek” Orzeł miał operować w sektorze w Zatoce Gdańskiej, osłaniając podejścia do Gdyni i Helu przed dużymi okrętami Kriegsmarine. 2 września dowódca dywizjonu rozkazał mu podejść pod port gdański i zaatakować torpedami pancernik „Schleswig-Holstein”, ten sam, który od pierwszego dnia wojny ostrzeliwał Westerplatte. Komandor podporucznik Henryk Kłoczkowski rozkazu nie wykonał – oficerom powiedział, że jest tam za płytko, a depesza jest niezrozumiała.

4 września Kłoczkowski samowolnie opuścił sektor i skierował okręt na północ pod Gotlandię, nie informując o tym ani Dowódcy Floty, kontradmirała Józefa Unruga, ani dowódcy dywizjonu. Tego dnia Orzeł przetrwał dwa ataki bombami głębinowymi, z których jedna eksplodowała tak blisko lewej burty, że przez tłumik silnika spalinowego zaczęła wlewać się woda. Kolejny rozkaz, wyznaczający sektor pod Piławą, dowódca również kazał zapisać w dzienniku jako niezrozumiały. 12 września odmówił zaatakowania niemieckiego statku „Bremen”, choć oficerowie proponowali torpedy albo abordaż.

Od 2 września komandor skarżył się na żołądek, tłumacząc to zatruciem w kasynie oficerskim. Nie jadał w mesie, a oficerowie podejrzewali symulację. Przed Morskim Sądem Wojennym zeznał później, że na zawroty głowy przyjmował chininę – historycy nie wykluczają, że objawy dezorientacji i utraty równowagi wynikały właśnie z jej przedawkowania.

10 września zastępca dowódcy kapitan marynarki Jan Grudziński zameldował dowództwu o chorobie przełożonego. Rozkaz brzmiał: wysadzić komandora w neutralnym porcie szwedzkim lub fińskim i operować dalej pod dowództwem zastępcy.

Kłoczkowski odrzucił propozycję oficerów, żeby wysadzić go łodzią przy Gotlandii, bo nie chciał oddać dowództwa Grudzińskiemu. Wybrał Tallin, tłumacząc to kontaktami z czasów służby w carskiej marynarce wojennej.

W sierpniu 1942 roku Morski Sąd Wojenny w Londynie uznał go za winnego samowolnego opuszczenia rejonu patrolowania, nieposłuszeństwa rozkazom oraz doprowadzenia do internowania i rozbrojenia okrętu. Wyrok to cztery lata więzienia, degradacja i wydalenie z Marynarki Wojennej. Kary więzienia z powodu wojny nie wykonano.

Infografika techniczna ORP Orzeł – sylwetka boczna okrętu podwodnego z podpisami uzbrojenia i napędu, tabela danych technicznych oraz schemat trasy ucieczki z Tallina do Rosyth
ORP Orzeł w przekroju informacyjnym – rozmieszczenie armaty 105 mm, działek 40 mm, wyrzutni torpedowych i silników Sulzer, komplet danych technicznych oraz trasa 27-dniowego rejsu bez map z Tallina przez Gotlandię i Sund do Rosyth.

Ucieczka z Tallina w nocy z 17 na 18 września

Do Zatoki Tallińskiej Orzeł wpłynął wieczorem 14 września na powierzchni, z zapalonymi światłami i pod banderą. Estończycy najpierw zgodzili się przyjąć chorego dowódcę i naprawić sprężarkę, a po inspekcji, która wykazała, że uszkodzenia nie zagrażają okrętowi, zdecydowali o internowaniu. Postój przedłużono o 48 godzin, bo z portu miał wyjść niemiecki tankowiec „Thalatta”.

15 września okręt zaholowano do basenu portu wojennego. Estończycy zabrali załodze broń osobistą, wymontowali zamki z dział, zarekwirowali mapy i dziennik nawigacyjny, a potem zaczęli wyładowywać amunicję i torpedy. Na rozkaz z ambasady spalono szyfry i mapy z naniesionymi polami minowymi. Załodze dostarczono do podpisania zobowiązanie do pozostania w Estonii.

Por. mar. Andrzej Piasecki w czapce oficerskiej i płaszczu marynarskim na pokładzie okrętu, portret sprzed maja 1940
por. mar. Andrzej Piasecki
Zastępca dowódcy, autor planu ucieczki z Tallina
Miejsce
port wojenny w Tallinie, Estonia
Data
noc z 17 na 18 września 1939, godz. 2.00
Dowódca
kpt. mar. Jan Grudziński (p.o.)
Autor planu
por. mar. Andrzej Piasecki

Dwaj obezwładnieni strażnicy estońscy, Roland Kirikmaa i Boris Mahlstein, zostali 21 września odesłani w łodzi u wybrzeży Gotlandii z prowiantem, butelką alkoholu i 50 dolarami na powrót do domu – żeby zadać kłam niemieckim audycjom o ich zamordowaniu. Fot. Piaseckiego: domena publiczna, za J. Pertek, „Wielkie dni małej floty" (1967).

Sabotaż rozbrajania

Załoga celowo opóźniała demontaż. Kiedy dźwig portowy okazał się za krótki, żeby wyjąć torpedy z rufowych wyrzutni, okręt obrócono dziobem do wyjścia – dokładnie tak, jak potrzebowali Polacy. Mat Prządak z matem Giełdoniem przecięli linę dźwigu portowego, więc sześć z nich zostało na okręcie. Starszy bosman Foterek oświadczył Estończykom, że wały śrubowe trzeba najpierw wyczyścić i naoliwić. Bosman Narkiewicz, udając wędkowanie z bączka, sondował głębokość basenu. Inni nadpiłowali cumy.

O drugiej w nocy, gdy estoński oficer zszedł z okrętu, bosmani Świebocki i Olejnik zwabili wartownika z trapu do włazu i obezwładnili go we wnętrzu okrętu, a bosman Piegza, grożąc pistoletem, unieszkodliwił drugiego strażnika w centrali. Starszy marynarz Chojecki przeciął siekierą kabel elektryczny i w basenie zgasły światła. Okręt zerwał cumy, został oświetlony reflektorami i ostrzelany, wszedł na ostrogę falochronu i uszkodził przecinak sieci, ale załoga ściągnęła okręt z mielizny i wyprowadziła na redę pod ogniem baterii nadbrzeżnych.

Na pokładzie zostało
6 torped

z dwudziestu – dzięki przeciętej linie dźwigu

Zabrane przez Estończyków
mapy, szyfry, zamki dział

okręt wyszedł w morze bez nawigacji i artylerii

Estończycy wysłali w pościg okręty i samoloty. Orzeł przeleżał cały dzień na dnie Zatoki Fińskiej, bo akumulatory były rozładowane w 80 procentach, a załoga słyszała wybuchy czterech bomb głębinowych.

Późniejsze relacje estońskich oficerów wskazują, że część baterii dostała rozkaz strzelania tak, by nie trafić, a reflektory wygaszono – Estonia, która dzień wcześniej patrzyła na radziecką agresję na Polskę, nie zrobiła wszystkiego, żeby zatrzymać okręt. Dowódca marynarki i jego szef sztabu stracili stanowiska.

Ucieczka miała jeszcze jedno następstwo. Związek Radziecki wykorzystał ją jako pretekst do oskarżenia Estonii o sprzyjanie Polsce i udostępnianie „tajnych baz” okrętom podwodnym.

27 września sowieckie radio ogłosiło zatopienie statku „Metallist” przez niezidentyfikowany okręt podwodny. Historycy uważają incydent za inscenizację Floty Bałtyckiej – „Metallist” widziano w Tallinie latem 1940 roku, a Orzeł był wtedy pod Gotlandią. Dwa dni później Estonia podpisała układ o sowieckich bazach na swoim terytorium, a dwa miesiące później ta sama Flota Bałtycka ruszyła na Finlandię w wojnie zimowej.

Bałtyk bez map i przejście przez Sund

Po ucieczce Grudziński zdecydował, że okręt zostanie na Bałtyku, dopóki starczy paliwa, prowiantu i wody, a potem przejdzie przez Cieśniny Duńskie do Wielkiej Brytanii. Problem polegał na tym, że nie miał czym nawigować na płytkim, pełnym wysp i mielizn akwenie.

Mapa Bałtyku nr 1. Na pokładzie znaleziono przeoczony przez Estończyków spis latarń morskich z charakterystyką świateł, sektorami świecenia i współrzędnymi każdej latarni i pławy. Oficer nawigacyjny ppor. mar. Marian Mokrski na arkuszu o wymiarach 90 na 50 centymetrów narysował siatkę od 25° do 6° długości geograficznej wschodniej i od 60° do 54° szerokości północnej, a następnie naniósł na nią latarnie. Z ich położenia dało się odtworzyć przebieg linii brzegowej.

Mapę uzupełniano własnymi obserwacjami – skałę, na którą okręt wpadł, płynąc kursem północnym, oznaczono jako „Kamienny kres północnych szlaków”. W ten sam sposób powstała mapa Cieśnin Duńskich. Obie do dziś są jednym z najczęściej przywoływanych przykładów improwizowanej nawigacji w historii wojen morskich.

Obecność jednego okrętu podwodnego związała na Bałtyku nieproporcjonalne siły. Niemcy wstrzymali żeglugę handlową, skierowali do zwalczania Orła pięć flotylli trałowców, zmobilizowane kutry rybackie i dodatkowe ścigacze patrolujące podejścia do cieśnin.

Okręt kilka dni operował na wschód od Olandii, gdzie przy Ławicy Hoburg podczas przygotowań do ataku na niemiecki statek wszedł na mieliznę i wystawił krawędź kiosku ponad wodę. Nadlatujący wodnosamolot Heinkel zrzucił bomby, które wybuchły na mieliźnie, a okręt zdążył zejść z niej i zanurzyć się.

Z każdym dniem rosło zmęczenie. Trzech marynarzy chorowało, kończyła się słodka woda, bo wyparownik działał tylko przy 12 węzłach na silnikach spalinowych, a paliwo trzeba było oszczędzać. Wyszczerbione pióra śrub zmniejszały prędkość, wadliwie działał ster. 7 października Grudziński zdecydował o opuszczeniu Bałtyku.

Wąski i płytki kanał Drogden między wyspami Amager i Saltholm okręt sforsował w nocy z 8 na 9 października na powierzchni. Niemal cała załoga stała na pokładzie, a na maszcie wisiała ręcznie uszyta bandera Szwecji. W razie wykrycia nie było tu miejsca na zanurzenie, więc marynarze mieli być gotowi do opuszczenia i zatopienia okrętu. Trzykrotnie okręt wchodził na mieliznę, a wstrząsy uszkodziły radiostację.

Na Skagerraku otarł się o pole minowe. 12 października obrał kurs 253° na zachód przez sztormowe Morze Północne, a rankiem 14 października radiotelegrafista naprawił nadajnik i okręt nadał otwartym tekstem radiogram do Rosyth. O jedenastej, 30 mil od Isle of May, spotkał wysłany po niego niszczyciel HMS „Valorous”.

Rio de Janeiro – torpeda, która zdemaskowała inwazję na Norwegię

Po remoncie w Dundee i wcieleniu do 2 Flotylli Okrętów Podwodnych w Rosyth Orzeł dostał numer burtowy 85A, brytyjską grupę łącznikową i pierwsze zadania eskortowe. Gen. Władysław Sikorski odznaczył Grudzińskiego Krzyżem Virtuti Militari, a król Jerzy VI nadał mu Distinguished Service Order. Pierwsze trzy patrole u wybrzeży Norwegii nie przyniosły jednak żadnego celu.

ORP Orzeł na spokojnej wodzie z marynarzami na pokładzie i kiosku, widok z góry z lewej burty, Rosyth 1940
ORP Orzeł w bazie Rosyth wiosną 1940 roku. Nazwa na kiosku została zamalowana, a okręt nosił już brytyjski numer rozpoznawczy 85A.Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe / Wikimedia Commons, domena publiczna

Czwarty patrol zaczął się 3 kwietnia 1940 roku. Okręt nadal nie miał zamków do dział – trzeba je było zamówić u producenta w Szwecji – więc poza torpedami dysponował tylko dwoma karabinami maszynowymi Lewis.

8 kwietnia około dziesiątej rano w rejonie Lillesand wykrył statek płynący bez bandery. Niedokładnie zamalowana nazwa „Rio de Janeiro” i port macierzysty Hamburg zdradzały Niemca. Na pokładzie, w ukryciu, płynęło 313 żołnierzy przeznaczonych do desantu w Bergen w ramach operacji Weserübung.

Grudziński wynurzył się i flagami kodu sygnałowego nakazał zatrzymanie maszyn oraz przybycie kapitana z dokumentami. Statek zwiększył prędkość, próbując uciec na wody norweskie. Dwie serie ostrzegawcze z karabinu maszynowego i wycelowana armata kalibru 105 mm, do której nie było zamka, wystarczyły, żeby stanął.

Kapitan zwlekał, szalupa posuwała się opieszale, a radiotelegrafista Orła przechwycił wezwanie o pomoc nadane z niemieckiego statku. Polski dowódca dał pięć minut na opuszczenie jednostki. Niemcy nie zastosowali się do ostrzeżenia.

Pierwsza torpeda trafiła w prawą burtę na śródokręciu. Statek nie tonął, a ludzie, którzy go opuścili, zaczęli wracać na pokład. Od strony norweskiego brzegu zbliżały się dwie jednostki i samoloty, więc Orzeł zanurzył się, okrążył cel pod wodą i o 13.15 wystrzelił drugą torpedę w lewą burtę.

„Rio de Janeiro” przełamał się i zatonął w trzy minuty. Zginęło 19 członków załogi i 164 żołnierzy, na dno poszły cztery armaty przeciwlotnicze 105 mm, sześć działek 20 mm, 71 pojazdów, 73 konie i 292 tony zaopatrzenia. Mundury ofiar i zeznania rozbitków wyłowionych przez Norwegów były jednym z pierwszych niepodważalnych świadectw, że inwazja na Norwegię, zaplanowana na następny dzień, właśnie się zaczyna.

Reszta patrolu to walka o przetrwanie. 12 kwietnia okręt wykrył konwój z transportowcem wojska, ale przednia obrotowa wyrzutnia zacięła się, a podczas manewru zwrotu w celu użycia wyrzutni rufowych został dostrzeżony. Przez dwie i pół godziny samoloty zrzuciły na niego 20 bomb, potem eskorta 21 bomb głębinowych.

Następnego dnia kolejne 20, a 14 kwietnia ścigacz przez cały dzień obrzucił go 50 bombami, z których połowa spadła blisko i zwiększyła przecieki. Przy jednym z awaryjnych zanurzeń okręt zszedł na 96, według innych relacji 105 metrów. 18 kwietnia wrócił do bazy.

REKLAMA

Ostatni patrol i zagadka zaginięcia

Na siódmy patrol Orzeł wyszedł z Rosyth 23 maja 1940 roku o 23.00, kierując się do sektora A3 w centralnej części Morza Północnego. Admiralicja trzykrotnie zmieniała mu rejon dozoru – 1 czerwca na sektor A1, 2 czerwca na rejony na północ od sektorów J i E1, gdzie miał zastąpić HMS „Trident”. Żadnego z tych rozkazów nie potwierdził. Dowództwa to nie niepokoiło, bo milczenie radiowe tłumaczono chęcią niezdradzania pozycji niemieckim stacjom namiarowym.

5 czerwca polecono mu zakończyć patrol następnego dnia o 22.00 i wrócić do bazy 8 czerwca. Nie pojawił się i nie odpowiedział na polecenie podania pozycji. 11 czerwca 1940 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej uznało go za zaginiony.

Zginęło 63 ludzi – 60 Polaków i trzech Brytyjczyków z grupy łącznikowej. Grudziński i 27 członków załogi zostali pośmiertnie awansowani, a dowódca jako jedyny oficer polskiej Marynarki Wojennej został po wojnie kawalerem Złotego Krzyża Virtuti Militari.

Do dziś nie są znane ani data, ani miejsce, ani przyczyna zatonięcia. Rozważane hipotezy to:

  • Mina morska – najczęściej przyjmowana. Między 17 a 20 maja Kriegsmarine postawiła zagrody „16a” i „16b”, łącznie 380 min kotwicznych, bezpośrednio na trasie Orła lub tuż obok niej, a okręt nie wiedział o ich istnieniu. 25 maja brytyjskie stacje nasłuchowe zarejestrowały silny wybuch na 57°N i 3°40′E, czyli tam, gdzie mógł się znajdować.
  • Brytyjska zagroda minowa – przypuszczenie z lat 60., według którego dowódcy nie powiadomiono o nowym polu minowym.
  • Bombardowanie przez niemiecki samolot – wersja wiceadmirała Maxa Hortona, dowódcy brytyjskiej floty podwodnej, oparta na raporcie HMS „Taku”, wskazująca na 29 maja lub 1 czerwca.
  • Bratobójczy atak – omyłkowe storpedowanie przez holenderski okręt podwodny 25 maja (relacja mata Feliksa Prządaka, który nie wziął udziału w ostatnim patrolu) albo zbombardowanie przez brytyjski samolot patrolowy Lockheed Hudson 3 czerwca.
  • Awaria lub błąd załogi podczas manewrów zanurzania.

Weryfikację hipotezy o bratobójczym ogniu utrudnia to, że Brytyjczycy utajnili dane o zatonięciu polskiego okrętu na 50 lat, a następnie przedłużyli moratorium o kolejne pół wieku. Podobny los podzieliło w tamtych latach wiele okrętów, o czym przypomina historia U-Bootów w bitwie o Atlantyk, gdzie znaczna część strat po obu stronach do dziś ma niepewną przyczynę.

Dokument z cyklu „Portrety wojenne” pokazuje losy okrętu przez pryzmat jego dowódcy – Jana Grudzińskiego. Przejął Orła w Tallinie jako trzydziestodwuletni kapitan i dowodził nim przez niespełna dziewięć miesięcy.

Poszukiwania wraku i pamięć o załodze

Wraku szukają od dwóch dekad okręty Marynarki Wojennej i cywilne ekspedycje. Każda z nich zaczynała od jednej z hipotez wymienionych wyżej i każda kończyła się sprawdzeniem kolejnych cudzych wraków.

W 2006 i 2010 roku rejon wskazany w raportach Admiralicji przeszukiwał okręt hydrograficzny ORP „Heweliusz”. W 2008 roku ekspedycja „Orzeł BalexMetal” przeszukała sonarem i robotem podwodnym 866 km² na Skagerraku. W 2013 roku niszczyciel min ORP „Czajka” znalazł wrak okrętu podwodnego, a wysłany na miejsce okręt ratowniczy ORP „Lech” ustalił, że to brytyjski HMS „J6”, zatopiony omyłkowo w 1918 roku.

Od 2014 roku poszukiwania prowadzi zespół nurków, historyków i hydrografów „Santi – Odnaleźć Orła” pod kierunkiem Tomasza Stachury. Do 2023 roku zorganizował dziesięć ekspedycji, sprawdził setki pozycji i dziesiątki wraków – w tym brytyjski okręt podwodny HMS „Narwhal” o wymiarach zbliżonych do Orła – ale polskiego okrętu nie odnalazł.

Dziesiąta ekspedycja w sierpniu 2023 roku zweryfikowała 149 pozycji i przepłynęła 2200 km, testując hipotezę, że Grudziński podszedł bliżej duńskiego wybrzeża, gdzie panował ruch niemieckich jednostek. Zespół deklaruje, że będzie szukał aż do skutku.

Pamięć o okręcie jest za to dobrze udokumentowana. Nazwę ORP Orzeł nosiły po wojnie kolejne okręty podwodne – dziś to jednostka typu Kilo z numerem burtowym 291, przez lata jedyny polski okręt podwodny w służbie, którego następcami mają być trzy szwedzkie okręty typu A26 zamówione w programie Orka.

Każdy polski okręt wojenny przepływający przez Morze Północne oddaje Orłowi salut – opuszcza banderę do połowy masztu, zarządza zbiórkę załogi na pokładzie i spuszcza wieniec na wodę. Głaz w norweskim Lillesand upamiętnia zatopienie „Rio de Janeiro”, a tablica w Muzeum Morskim w Tallinie ucieczkę z portu.

O okręcie powstały dwa filmy fabularne. W „Orle” Leonarda Buczkowskiego z 1959 roku rolę tytułową zagrał bliźniaczy ORP Sęp. Film opowiada o ucieczce z Tallina.

„Orzeł. Ostatni patrol” Jacka Bławuta z 2022 roku przedstawia ostatni rejs, którego przebiegu nikt nie zna. Na potrzeby filmu zbudowano wnętrze okrętu w skali 1:1 na platformie hydraulicznej odwzorowującej zanurzenia i wybuchy bomb głębinowych.

REKLAMA

ORP Orzeł – najczęściej zadawane pytania

Co się stało z ORP Orzeł?

Okręt wyszedł na patrol na Morze Północne 23 maja 1940 roku i nie wrócił do bazy w Rosyth. 11 czerwca 1940 roku uznano go za zaginiony z całą załogą – 60 Polakami i trzema Brytyjczykami z grupy łącznikowej. Najczęściej przyjmowana hipoteza mówi o wejściu na niemieckie pole minowe postawione kilka dni wcześniej na jego trasie, ale rozważa się też bombardowanie z powietrza, bratobójczy atak aliancki i awarię.

Czy ORP Orzeł zatopił jakiś statek?

Tak. 8 kwietnia 1940 roku u wybrzeży Norwegii storpedował niemiecki transportowiec „Rio de Janeiro”, który w ukryciu przewoził 313 żołnierzy i sprzęt do desantu w Bergen. Zginęło 19 członków załogi i 164 żołnierzy. Zatopienie zdemaskowało niemiecką inwazję na Norwegię na dzień przed jej rozpoczęciem. Atak na patrolowiec dwa dni później okazał się nieskuteczny.

Czy znaleziono wrak ORP Orzeł?

Nie. Rejon wskazany w brytyjskich raportach przeszukiwały okręty Marynarki Wojennej w 2006 i 2010 roku, a od 2014 roku poszukiwania prowadzi zespół „Santi – Odnaleźć Orła”, który do 2023 roku zorganizował dziesięć ekspedycji. Sprawdzono dziesiątki wraków, w tym brytyjskie okręty podwodne HMS „J6” i HMS „Narwhal”, ale żaden nie był Orłem.

Gdzie zaginął ORP Orzeł?

Na Morzu Północnym, między Szkocją a wybrzeżem Danii i Norwegii. Wyznaczone mu sektory patrolowania A3 i A1 leżały w centralnej części morza, między 54°30′ a 56°30′ szerokości północnej. Brytyjskie stacje nasłuchowe zarejestrowały 25 maja 1940 roku silny wybuch na 57°N i 3°40′E, w rejonie niemieckich zagród minowych „16a” i „16b”, ale wraku tam nie znaleziono.

Dlaczego ORP Orzeł został internowany w Tallinie?

Chory dowódca, kmdr ppor. Henryk Kłoczkowski, wprowadził okręt do neutralnego portu 14 września 1939 roku, tłumacząc to potrzebą pomocy lekarskiej i naprawy sprężarki. Według obowiązującego prawa neutralności żaden z tych powodów nie uprawniał do azylu, a estońska komisja stwierdziła, że uszkodzenia nie zagrażają okrętowi. Estonia internowała jednostkę i zaczęła ją rozbrajać. Załoga pod dowództwem kpt. mar. Jana Grudzińskiego uciekła w nocy z 17 na 18 września, a Kłoczkowskiego polski sąd wojenny skazał w 1942 roku za doprowadzenie do internowania.

Źródła

POWIĄZANE_WPISY