BAS-3 // ONLINE
--:--:--
SEARCH // PORTAL BAS-3

ESC aby zamknąć · ↑↓ aby nawigować

Tadeusz Pietrzykowski w pozycji bokserskiej z uniesioną prawą rękawicą, przedwojenne zdjęcie treningowe, tło rozmyte
◆ PORTAL BAS-3

Fot. autor nieznany / Wikimedia Commons , licencja domena publiczna

Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski – bokser z numerem 77, który w Auschwitz przegrał tylko raz

Autor: · · 14 min czytania
◆ Również w: Historia i legendy

W marcu 1941 roku ważył około 40 kilogramów. W roboczych rękawicach stanął naprzeciw kapo o wadze 70 kilogramów, przed wojną czołowego niemieckiego pięściarza wagi średniej. Wygrał, a nagrodą był bochenek chleba.

Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski, wicemistrz Polski w wadze koguciej i więzień numer 77 z pierwszego transportu do Auschwitz, stoczył w obozach koncentracyjnych około 60 walk i przegrał jedną. Nigdy nie zdobył medalu olimpijskiego ani tytułu mistrza kraju.

Przeżył Auschwitz, Neuengamme i Bergen-Belsen, zeznawał w procesie komendanta Rudolfa Hößa, a resztę życia spędził jako nauczyciel wychowania fizycznego w Bielsku-Białej. Trzydzieści lat po jego śmierci córka wydała odnalezione rękopisy, a do kin trafił film „Mistrz”.

Kim był Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski

Zanim został „mistrzem wszechwag Auschwitz”, był chłopakiem z inteligenckiej rodziny, który rysował za pieniądze dla studentów architektury i trenował u Feliksa Stamma. Pseudonim wziął od amerykańskiego idola, Teddy’ego Yarosza.

Warszawa, Legia i „chuchro” z pięściami ze stali

Tadeusz Dionizy Pietrzykowski urodził się 8 kwietnia 1917 roku w Warszawie. Ojciec, inżynier po Politechnice Warszawskiej, projektował rozbudowę warszawskiego węzła kolejowego. Zmarł na zapalenie płuc w październiku 1927 roku, gdy syn miał dziesięć lat. Matka Sylwina, nauczycielka, została z chłopcem sama.

Żeby pomóc w domu, Tadeusz udzielał korepetycji, uczył jazdy na łyżwach i wykonywał rysunki dla studentów Akademii Sztuk Pięknych i architektury. Talent plastyczny zostanie z nim do końca życia – malował i szkicował także w obozie.

Sport zaczął od piłki nożnej w Warszawiance, ale szybko uznał, że lepiej czuje się w dyscyplinach indywidualnych, i wybrał boks. Jako szesnastolatek zapisał się do sekcji bokserskiej Wojskowego Klubu Sportowego Legia, gdzie od 1934 roku trenował pod okiem Feliksa Stamma, twórcy polskiej szkoły boksu.

Matka postawiła dwa warunki – skończy szkołę i zda maturę. Treningi odbiły się na nauce tak, że w roku największych sukcesów wyrzucono go ze szkoły, ale w 1939 roku zdał maturę eksternistycznie i planował studia w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego.

Na ringu imponował nie siłą, lecz techniką – uniki i praca nóg pozwalały mu wygrywać z cięższymi rywalami. 9 marca 1935 roku w ćwierćfinale mistrzostw okręgu warszawskiego sensacyjnie pokonał Antoniego Czortka, mistrza Polski w wadze muszej i późniejszego olimpijczyka z Berlina. Zdobył wicemistrzostwo Polski i mistrzostwo Warszawy w wadze koguciej, czyli do 53,5 kg. Na indywidualnych mistrzostwach Polski w Poznaniu złamał rękę i przegrał walkę, a mimo to „Przegląd Sportowy” uznał go za najlepszego pięściarza wagi koguciej turnieju i nadał mu przydomek „Żelazna Pięść” – drugi obok „Białej Mgły”, którym nazywano go za szybkość i uniki.

„Przegląd Sportowy” pisał o nim tak: „Niebieskie łagodne oczy i niezmącony wyraz pogody mogą zmylić wielu niewtajemniczonych. Pomyśli sobie taki jeden z drugim: ot, chuchro. A tymczasem „chuchro” może wrzepić takie cięgi, o jakich się wielu nie śniło”. W 1939 roku ta sama gazeta nazwała go „człowiekiem o żelaznej woli i pięściach ze stali”.

Wrzesień 1939 i droga do pierwszego transportu

Po kursie w Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu miał stopień podchorążego, ale jako zawodnik Legii dostał odroczenie i nie przeszedł pełnego przeszkolenia. Zgłosił się na ochotnika. Od 8 września 1939 roku walczył w 1 Baterii Obrony Warszawy na Ochocie, w dzielnicy, w której dorastał, aż do kapitulacji stolicy. W listopadzie złożył przysięgę w Związku Walki Zbrojnej.

Wiosną 1940 roku, mając uprawnienia pilota szybowcowego, postanowił przedostać się do Francji i wstąpić do formowanego tam lotnictwa. 25 lutego 1940 roku wyruszył z Nowego Targu w stronę granicy. Razem z kolegą Tadeuszem Kasprzyckim został zatrzymany przez węgierską żandarmerię przy granicy z Jugosławią i przekazany Niemcom.

Więzienia w Muszynie, Nowym Sączu i Tarnowie oznaczały bicie i wieszanie na ścianie podczas przesłuchań. Obaj trzymali się uzgodnionej wersji, a Pietrzykowski nie przyznawał się do znajomości niemieckiego, dzięki czemu miał czas na przygotowanie odpowiedzi, zanim tłumacz skończył zdanie.

14 czerwca 1940 roku wyjechał z Tarnowa pierwszym transportem 728 polskich więźniów politycznych do Auschwitz. Dostał numer 77. Z tego transportu wojnę przeżyło ponad 300 osób.

FIG_01 // VISUAL_REF
Tadeusz Pietrzykowski w pozycji bokserskiej z uniesioną prawą rękawicą, przedwojenne zdjęcie treningowe, tło rozmyte
Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski w pozycji bokserskiej na przedwojennym zdjęciu z lat 1935–1939, gdy walczył w barwach Legii Warszawa. Boki kadru dopełniono rozmytym tłem tego samego ujęcia.Fot. autor nieznany / Wikimedia Commons (domena publiczna)

Pierwsza walka – marzec 1941 roku

Przez pierwsze dziewięć miesięcy w obozie nie był bokserem, tylko numerem. Kosił żyto, zbierał brukiew boso, pracował w stolarni i dźwigał pięćdziesięciokilogramowe worki cementu na budowie domu wypoczynkowego SS w Międzybrodziu. Za przypadkowe porysowanie ściany w domu komendanta dostał 25 batów, za kradzież ziemniaków z obozowej świniarni kolejnych 20. Kiedy nadeszła zima, upozorował wypadek, zrzucając sobie na stopę belkę, żeby trafić do szpitala i dostać lżejszą pracę.

Miejsce
KL Auschwitz, prowizoryczny ring przy obozowej kuchni
Data
marzec 1941
Rywal
Walter Düning, kapo, przedwojenny mistrz Niemiec wagi średniej (część źródeł: wicemistrz)
Stawka
bochenek chleba i kostka margaryny

Dwa lata później, w dniu wyjazdu Pietrzykowskiego do Neuengamme, ten sam Düning wręczył mu na pożegnanie dwie pary rękawic bokserskich.

Dawid przeciw Goliatowi

Nowy kapo bił więźniów z upodobaniem, a esesmani rozgłaszali, że to mistrz bokserski szukający sparingpartnerów. Współwięźniowie powiedzieli o tym Pietrzykowskiemu. Uznał, że nie ma nic do stracenia. Düning ważył około 70 kilogramów, on sam po miesiącach głodu niespełna 40. Zamiast rękawic bokserskich dostali robocze.

Przez dwie rundy Polak bazował na technice i unikach, a więźniowie krzyczeli po polsku, żeby bił Niemca – za co sami mogli zapłacić głową. W drugiej rundzie zaczął celnie kontrować. Düning przerwał walkę, pogratulował mu i wręczył chleb, którym Pietrzykowski podzielił się z blokiem. Dostał też prawo wyboru lżejszej pracy.

Różnica wagi
około 30 kg

waga średnia przeciw wychudzonemu kogutowi, bez podziału na kategorie

Cena przegranej
życie

przegrywający tracił szacunek strażników, a z nim dostęp do jedzenia i lżejszej pracy

Po tej walce Pietrzykowski trafił do komanda opiekującego się zwierzętami i celowo wybierał tam najcięższe zadania, żeby utrzymać kondycję. Wiedział, że Niemcy nie zapomną o jego umiejętnościach i że przyjdą po kolejne pojedynki.

REKLAMA

Mistrz wszechwag Auschwitz

Boks stał się w obozie drugim po piłce nożnej sportem, a Pietrzykowski jego gwiazdą – dla esesmanów rozrywką i przedmiotem zakładów, dla więźniów dowodem, że oprawca może przegrać. Trzy lata wcześniej ten sam rejestr propagandowy grał w Ameryce, gdy Joe Louis nokautował w pierwszej rundzie Maxa Schmelinga, boksera Trzeciej Rzeszy. Historycy szacują liczbę jego walk w Auschwitz na 40 do 60.

W latach 1941–1942 walki odbywały się w łaźni bloku nr 2 i na placu obok kuchni, a od 1942 roku niemal w każdą niedzielę w różnych blokach. Boksowano w roboczych rękawicach wypchanych szmatami, bez podziału na wagi i bez żadnej troski o zdrowie zawodników. Nagrodą było jedzenie. Kiedy jeden ze strażników wygrał na Pietrzykowskim tysiąc marek, na jego prośbę kazał wydać z kuchni pięć kotłów niedojedzonej zupy esesmanów – trafiła do bloku Teddy’ego zamiast do koryta dla świń.

Sam opisał walkę z „wyjątkowo słabym” Francuzem o dwa kotły zupy: tańczył wokół przeciwnika, żeby Niemcy mieli więcej uciechy, a gdy tamten zaatakował z furią, zrobił unik i Francuz z impetem uderzył w sędziującego kapo. Radość była podwójna – dwa kotły zupy i powalony kapo. Z jednym z holenderskich pięściarzy żydowskiego pochodzenia celowo zremisował, bo wiedział, że kapo postawił na Holendra duże pieniądze, a przegrana mogła oznaczać dla tamtego komorę gazową.

Poniżej najważniejsi rywale, których udało się ustalić w relacjach i opracowaniach.

RywalKim byłWynik
Walter Düningkapo, przedwojenny mistrz lub wicemistrz Niemiec wagi średniej – źródła się różniąwygrana, marzec 1941 – Niemiec przerwał walkę
Leen Sanderswielokrotny mistrz Holandii, więzień żydowskiego pochodzeniajedyna porażka; w rewanżu dwa tygodnie później wygrana przez techniczny nokaut w 3. rundzie
Wilhelm Maierwicemistrz Europy z 1927 rokuwygrana
Harry Steindwukrotny mistrz Niemiecwygrana
kapo z rzeźni, przywieziony z Sachsenhausen„polakobójca” o posturze kulturysty, cięższy o 10–15 kgnokaut – jedyny, jak przyznawał, zadany „z przyjemnością i w pełni świadomości”
Jimmy Kuchtakapo w Neuengamme, znacznie wyższy i cięższydwukrotnie posłany na deski, po drugim nokdaunie cucony przez kwadrans
Schally Hottenbach „Hammerschlag”niemiecki bokser zawodowy, prawie dwukrotnie cięższyremis, w rewanżu nokaut w 2. rundzie

Za umiejętność unikania ciosów więźniowie nazwali go „Weißnebel”, Białą Mgłą. Jeden z nich tak zapamiętał walkę z kapo rzeźni: „Różnica wynosiła chyba cztery wagi, z jednej strony kolos, a z drugiej drobny, szczupły chłopak. Nie widziałem, aby na ringu zawodnik w ten sposób masakrował przeciwnika. To mogło się zdarzyć tylko w Oświęcimiu”.

Popularność miała cenę. Kapo proponowali mu podpisanie volkslisty – odparł, że nie jest godzien takiego wyróżnienia. Obozowy lekarz SS zakaził go tyfusem. Przeżył dzięki kolegom ze szpitala, którzy wyprowadzili go na dawny blok w dniu selekcji chorych do komory gazowej.

„Boksował Niemców, jak chciał”. Tadeusz Borowski, sam więzień Auschwitz, w opowiadaniu „U nas w Auschwitzu” pisze o pamięci „o numerze 77, który niegdyś boksował Niemców, jak chciał, biorąc na ringu odwet za to, co inni dostali na polu”. To zdanie stało się najczęściej cytowanym opisem Pietrzykowskiego i tytułem wielu tekstów o nim. Sam bokser powtarzał przed każdą walką inne słowa – „są takie chwile, gdy rzeczy niemożliwe stają się rzeczywistością” – oraz radę Stamma, że nie ma rzeczy straconych do końca.

Warto pamiętać, że Pietrzykowski nie był w obozach jedynym pięściarzem. W Auschwitz walczyli między innymi Antoni Czortek i Leen Sanders, w Neuengamme mistrz Niemiec romskiego pochodzenia Johann „Rukeli” Trollmann, zamordowany w 1944 roku. Dla Żydów stawką walki bywało życie, a Pietrzykowski, jak sam przyznawał, starał się obchodzić z nimi na ringu jak najłagodniej.

Pilecki, Kolbe i zamach na konia komendanta

Zwycięstwa na ringu były tylko częścią jego obozowego życiorysu. Od marca 1941 roku należał do Związku Organizacji Wojskowej – konspiracji stworzonej przez rotmistrza Witolda Pileckiego, który dobrowolnie dał się zamknąć w Auschwitz, żeby zbudować w nim ruch oporu.

Pilecki rekrutował ludzi, co do których miał pewność, że nie zdradzą nawet na torturach. Pietrzykowski złożył przysięgę i po latach tak opisywał swoją rolę: „Po pewnym czasie pełniłem już jakby funkcję adiutanta Tomasza Serafińskiego, przekazującego te polecenia współwięźniom, które podejmowało kierownictwo ruchu oporu. Prowadziłem też wywiad”. Serafiński to konspiracyjne nazwisko Pileckiego. Dzięki kontaktom z cywilnymi kolejarzami dostarczał do obozu lekarstwa, przekazywał informacje i złoto na łapówki dla esesmanów.

Razem z kolegą Władysławem Rzętkowskim, pracującym z nim w stajni, przygotował zamach na komendanta Hößa. Obaj opiekowali się między innymi klaczą komendanta. Podłożyli guzik między derkę a siodło. Podrażniony koń zrzucił jeźdźca, ale skończyło się na złamanej nodze Hößa.

Spiskowcy zabili za to psa komendanta, Rolfa, wytresowanego, by na komendę „Jude!” rzucać się na więźniów. Pietrzykowski zabił zwierzę złamaną kosą, a jego mięso ukryto w bańkach z maślanką i zjedzono. Mimo poszukiwań nikt nie odkrył, co stało się z psem.

Pewnego dnia na polu zobaczył, jak brygadzista z sąsiedniej grupy katuje więźnia. Poprosił przełożonego o „trening” z krewkim kapo – dla esesmanów darmowa rozrywka, dla niego okazja, żeby dać oprawcy nauczkę.

Powstrzymał go sam bity, którym okazał się ojciec Maksymilian Kolbe. Spotykali się później kilkakrotnie, bokser załatwiał zakonnikowi dodatkowe jedzenie, a Kolbe studził jego porywczy charakter i tłumaczył, że nawet w tym miejscu trzeba hamować agresję.

Śmierć franciszkanina 14 sierpnia 1941 roku, w zastępstwie innego więźnia, wstrząsnęła Pietrzykowskim. Po wojnie zeznawał w jego procesie beatyfikacyjnym.

Neuengamme i Bergen-Belsen

Sława zaczęła go zabijać. Gestapo dostrzegło, że zwycięstwa Polaka nad Niemcami wzmacniają opór więźniów, i Pietrzykowskiemu groziła egzekucja. Uratował go przypadek – i przedwojenny sędzia bokserski.

Do Auschwitz przyjechał Hans Lütkemeyer, kierownik obozu Neuengamme pod Hamburgiem, który przed wojną sędziował międzynarodowe zawody w Poznaniu w 1938 roku i zapamiętał tam Pietrzykowskiego. Zaproponował mu przeniesienie. Teddy wpisał na listę dwóch przyjaciół, Stanisława i Emila Barańskich.

Transport wyjechał 14 marca 1943 roku. W nowym obozie szybko ustalono, że Polak boksuje, i zaczęły się walki pokazowe – w sumie około dwudziestu.

Najgroźniejszym rywalem okazał się Schally Hottenbach o pseudonimie „Hammerschlag”, uderzenie młota. Pierwszy pojedynek mimo przewagi Polaka ogłoszono remisem, przed rewanżem zakłady szły w tysiące marek, a na Pietrzykowskiego postawił sam komendant.

Hottenbach trafił go w szczękę, ale Teddy przyjął cios, wykorzystał zachwianie równowagi Niemca, wyprowadził serię ciosów na korpus i poprawił sierpowym. Rewanż skończył się w drugiej rundzie.

Gdy nowy komendant, zagorzały wróg Polaków, znów zaczął mu grozić śmiercią, znajomy kapo ostrzegł go i pomógł przenieść do podobozu. Tam ciężko zachorował na wysiękowe zapalenie opłucnej i dwa miesiące leczył się w szpitalu sąsiedniego obozu, gdzie potem pracował przy aparacie rentgenowskim i był świadkiem eksperymentów medycznych w baraku nr 4. Ostatnią walkę w obozie stoczył z bokserem radzieckim. Wygrał.

Półgodzinny odcinek kanału „Opowiem Ci historię” porządkuje chronologię obozowych lat Pietrzykowskiego. Przytacza też jego relacje z walk, w tym opis nokautu na kapo z rzeźni, oraz historię zamachu na konia komendanta.

Ewakuacja Neuengamme zaczęła się 24 marca 1945 roku. Kilka tysięcy więźniów załadowano na statki w Zatoce Lubeckiej – 3 maja brytyjskie samoloty zatopiły je, nie wiedząc, kogo mają na pokładzie. Zginęli obaj bracia Barańscy.

Pietrzykowski trafił zamiast tego do transportu kolejowego do Bergen-Belsen, który po drodze zbombardowało lotnictwo amerykańskie – z około czterech tysięcy więźniów przeżyło około trzystu. W Bergen-Belsen spotkał kapo znanych jeszcze z Auschwitz, którzy pamiętali jego sławę i potraktowali go dobrze.

15 kwietnia 1945 roku obóz wyzwolili żołnierze brytyjskiej 11 Dywizji Pancernej. Tadeusz Pietrzykowski spędził w niemieckich więzieniach i obozach prawie pięć lat.

Po wojnie – dywizja Maczka, proces Hößa i długie zapomnienie

Po odzyskaniu wolności wrócił do boksu. Początkowo pomagał w grupie poszukującej nazistowskich zbrodniarzy, a 2 czerwca 1945 roku ożenił się z Zofią Kicińską, byłą więźniarką. Wstąpił do 1 Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie prowadził zajęcia sportowe dla żołnierzy i wrócił do walk – na ringach niemieckich, belgijskich i francuskich stoczył 17 pojedynków, 15 wygrał, dwa zremisował, a w 1946 roku został mistrzem dywizji w swojej kategorii.

Wrócił do Polski, choć nie akceptował nowego ustroju. W 1947 roku był jednym ze świadków w procesie Rudolfa Hößa przed Najwyższym Trybunałem Narodowym – zeznawał przeciw człowiekowi, którego konia próbował kiedyś spłoszyć guzikiem.

Do przedwojennej formy nie wrócił nigdy, obozy odebrały mu zdrowie. Skończył warszawską AWF i został nauczycielem – od 1951 roku w Technikum Przemysłu Poligraficznego, od 1955 w liceum w Aninie, potem w hufcu harcerskim na Wawrze.

W 1958 roku wyjechał do Nowego Targu, gdzie trenował w KS Gorce, a w 1962 roku osiadł w Bielsku-Białej. Pracował w Miejskim Komitecie Kultury Fizycznej i Turystyki. Kilkakrotnie próbował spisać swoje wojenne losy, ale książki za życia nie wydał.

Zmarł nagle 18 kwietnia 1991 roku w Bielsku-Białej, dziesięć dni po 74. urodzinach. Spoczywa na cmentarzu parafialnym Opatrzności Bożej w tym mieście.

Był żonaty trzykrotnie, miał syna Tadeusza i córkę Eleonorę, urodzoną w 1964 roku – to ona odnalazła rękopisy ojca i trzydzieści lat po jego śmierci wydała je jako książkę Mistrz. Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski.

Pamięć wracała falami. Już w 1962 roku słowacki reżyser Peter Solan nakręcił film „Bokser i śmierć” na podstawie noweli Józefa Hena, dla której Pietrzykowski był pierwowzorem.

W 2020 roku Maciej Barczewski wyreżyserował „Mistrza” z Piotrem Głowackim w roli głównej. Premiera kinowa odbyła się 27 sierpnia 2021 roku. W tym samym roku wznowiono biografię Marty Bogackiej „Bokser z Auschwitz” z 2018 roku, a łódzki raper Basti wydał album z utworem „Teddy”. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku pokazało w 2021 roku wystawę jego obrazów.

Na ringu, na który nigdy nie wrócił, jego miejsce zajęli uczniowie Stamma – Jerzy Kulej, Józef Grudzień, Zbigniew Pietrzykowski. Ten ostatni, czterokrotny mistrz Europy i trzykrotny medalista olimpijski z Bielska-Białej, nosił to samo nazwisko i mieszkał w tym samym mieście, ale nie był z Teddym spokrewniony.

REKLAMA

Tadeusz Pietrzykowski – najczęściej zadawane pytania

Czy Tadeusz Pietrzykowski przeżył Auschwitz?

Tak. Do Auschwitz trafił 14 czerwca 1940 roku pierwszym transportem więźniów politycznych i dostał numer 77. W marcu 1943 roku przeniesiono go do Neuengamme, a w kwietniu 1945 roku do Bergen-Belsen, gdzie 15 kwietnia 1945 roku wyzwolili go Brytyjczycy. Z jego transportu do Auschwitz wojnę przeżyło ponad 300 z 728 osób.

Ile walk stoczył w obozach i czy którąś przegrał?

Według różnych szacunków w Auschwitz stoczył od 40 do 60 walk, a w Neuengamme około 20. Przegrał jedną – z Leenem Sandersem, wielokrotnym mistrzem Holandii, którego dwa tygodnie później pokonał w rewanżu przez techniczny nokaut. Pokonał między innymi Waltera Düninga, mistrza Niemiec wagi średniej, i Wilhelma Maiera, wicemistrza Europy z 1927 roku.

Jak zmarł Tadeusz Pietrzykowski?

Zmarł nagle 18 kwietnia 1991 roku w Bielsku-Białej, w wieku 74 lat. Obozy trwale odebrały mu zdrowie – po wojnie nie wrócił już do przedwojennego poziomu sportowego i pracował jako nauczyciel wychowania fizycznego oraz trener. Został pochowany na cmentarzu parafialnym Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej.

Czy Tadeusz Pietrzykowski miał dzieci?

Tak. Był trzykrotnie żonaty – pierwszy raz w czerwcu 1945 roku z Zofią Kicińską, byłą więźniarką obozu. Miał syna Tadeusza i córkę Eleonorę Szafran, urodzoną w 1964 roku w Bielsku-Białej. To córka odnalazła rękopisy ojca i w 2021 roku wydała je jako książkę Mistrz. Tadeusz „Teddy” Pietrzykowski.

Czy Tadeusz i Zbigniew Pietrzykowscy byli spokrewnieni?

Nie. Zbigniew Pietrzykowski, czterokrotny mistrz Europy i medalista olimpijski, który w 1960 roku walczył w Rzymie z Cassiusem Clayem, pochodził z Bielska-Białej – tego samego miasta, w którym Tadeusz spędził ostatnie trzy dekady życia. Obaj trenowali w tradycji szkoły Feliksa Stamma, ale łączyło ich tylko nazwisko.

Źródła

POWIĄZANE_WPISY