BAS-3 // ONLINE
--:--:--
SEARCH // PORTAL BAS-3

ESC aby zamknąć · ↑↓ aby nawigować

Sekcja operatorów w hełmach i oporządzeniu taktycznym na łodzi półsztywnej podchodzi do burty statku, jeden z nich unosi teleskopowy hak abordażowy
◆ PORTAL BAS-3

Fot. Department of Defense / Wikimedia Commons , licencja domena publiczna

Tomasz „Lasek” Laskowski – płetwonurek bojowy GROM, który nie umiał pływać

· 16 min czytania
◆ Również w: Komandosi

Kiedy w 1993 roku wytypowano go do grupy płetwonurków, powiedział dowódcom wprost, że nie umie pływać. Usłyszał, że do nurkowania umiejętność pływania nie jest potrzebna. Kilka tygodni później, podczas sprawdzianu w ośrodku szkolenia w Gdyni, po trzydziestu paru metrach złapał się brzegu – jak wspomina dzisiaj, nie było to pływanie, lecz walka o przeżycie. Kurs i tak ukończył.

Przez następne ćwierć wieku Tomasz Laskowski zdobywał kolejne specjalności. Nurek bojowy z ponad dwoma tysiącami godzin spędzonych pod wodą. Spadochroniarz mający na koncie sto skoków. Wreszcie breacher – człowiek, który toruje sekcji drogę przez zamknięte drzwi w zespole bojowym JW GROM.

Kim jest Tomasz „Lasek” Laskowski

O wojsku początkowo w ogóle nie myślał. Planował studia na AWF-ie i życie ze sportu. Mundur pojawił się w jego życiu dopiero wtedy, gdy te zamierzenia legły w gruzach.

Rypin, Janowo i śmierć ojca

Urodził się 16 kwietnia 1973 roku w Rypinie, a wychował we wsi Janowo w województwie kujawsko-pomorskim. Rodzice prowadzili małe gospodarstwo, ojciec pracował jako murarz. Był fachowcem na tyle cenionym, że nie musiał zabiegać o zlecenia.

Ten etap zakończył się, gdy Tomasz miał dziewięć lat. Ojciec zginął w wypadku samochodowym. Matka była wówczas w siódmym miesiącu ciąży, a jej trzeci syn urodził się dwa miesiące później. Mając zaledwie trzydzieści lat, została sama z trojgiem dzieci.

W wywiadach Laskowski opowiada o tym bez patosu, ale nie ukrywa, że po pięćdziesiątce wciąż odczuwa ból, gdy rozmowa schodzi na temat ojca. Dodaje przy tym jedno – dom, w którym z dnia na dzień zabrakło pieniędzy i dorosłego mężczyzny, ukształtował charaktery wszystkich trzech braci.

Ekonomik zamiast AWF-u

W podstawówce, jak sam mówi, połknął bakcyla sportu: piłka, lekkoatletyka, biegi przełajowe. Plan był prosty – ogólniak, a potem AWF. Do liceum ogólnokształcącego się jednak nie dostał i trafił do ekonomika. W całym jego roczniku, w trzech klasach, do matury dotrwało zaledwie trzech chłopaków. Ukończył szkołę jako technik ekonomista – w zawodzie, którego nigdy nie wykonywał.

Na egzaminie wstępnym na AWF zaliczył lekkoatletykę i gimnastykę. Do sprawdzianu z pływania nawet nie podszedł, wiedząc, że nie ma na to szans. Wycofał dokumenty i postanowił spróbować za rok. Zamiast tego otrzymał wezwanie na komisję wojskową i propozycję: szkoła podoficerska, profil wartowniczy. Zadeklarował, że chce służyć w jednostkach specjalnych. Usłyszał, że miejsce jest tylko jedno, a szans nie ma żadnych. Mimo to się dostał.

FIG_01 // VISUAL_REF
Sekcja operatorów w hełmach i oporządzeniu taktycznym na łodzi półsztywnej podchodzi do burty statku, jeden z nich unosi teleskopowy hak abordażowy
Operatorzy GROM-u i amerykańscy Navy SEALs podchodzą łodzią półsztywną do burty statku podczas wspólnych ćwiczeń abordażowych u wybrzeży Gdańska w lutym 2009 roku. Uniesiony hak teleskopowy służy do zaczepienia drabinki o nadburcie – tak wygląda wejście na obiekt od strony wody, czyli taktyka niebieska, której Laskowski uczył się na Westerplatte.Fot. Department of Defense / Wikimedia Commons (domena publiczna)

56 Kompania Specjalna i kurs, którego nie powinien przejść

W Lublińcu przeszedł trzymiesięczne szkolenie w kompanii szkolnej na radiotelegrafistę. Wypadł na tyle dobrze, że jako jedyny z rocznika mógł samodzielnie wybrać jednostkę.

Wybrał 56 Kompanię Specjalną, jednostkę rozpoznawczą ze Szczecina. Koszary mieściły się przy ulicy Ku Słońcu, po drugiej stronie jezdni rozciągał się jeden z największych cmentarzy w mieście. Przyjechał tam w lipcu 1993 roku. Gdy poborowi wysiedli z tramwaju, starszy rocznik krzyczał do nich z okien: „Mamy was, mamy was!”

Za szkolenie odpowiadał Arkadiusz Kups, późniejszy major i twórca systemu walki wręcz Combat 56 – nazwa systemu wzięła się właśnie od rozformowanej jednostki. Laskowski mówi o nim krótko: autorytet. To on pokazał mu, jak działania specjalne wyglądają w praktyce.

Egzamin sprawnościowy zdawał na drążku i poręczach – w mundurze wyjściowym, w koszuli pod krawatem. Wyniki były tak dobre, że natychmiast wezwano go do dowódcy grupy płetwonurków.

Kurs płetwonurka bez umiejętności pływania

Rozmowa była krótka. Przyznał, że nie umie pływać. Usłyszał, że do nurkowania pływanie nie jest niezbędne – choć dowódcy doskonale wiedzieli, że sprawdzian z pływania decyduje o pozostaniu na kursie. Przełożeni dali mu dwa tygodnie na naukę. Wskazali basen w pobliskim parku i wręczyli linę. W basenie stało jednak pół metra wody, a resztę wypełniał muł. Z nauki nic nie wyszło.

Na kurs w Ośrodku Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP w Gdyni pojechał więc z przekonaniem, że odpadnie na pierwszym sprawdzianie. Zajęcia rozpoczęły się od teorii i ćwiczeń w basenie, a egzamin z pływania odbył się wkrótce po przyjeździe. Przebiegł dokładnie tak, jak Laskowski przewidywał. Uratowało go to, że instruktor prowadzący zdążył go już poznać jako żołnierza, który się nie ociąga. Postawił mu jeden warunek – pod wodą nie może popełnić żadnych błędów, zwłaszcza w sytuacjach awaryjnych. Warunek dało się spełnić, ponieważ w nurkowaniu liczy się praca płetwami i spokój, a nie styl pływacki. Kurs trwał dwa i pół miesiąca – Laskowski go zaliczył.

Pływać i tak musiał się nauczyć. Zajęło to lata i wymagało pomocy kolegów z Lublińca. Na początku, jak sam wspomina, pływał „po warszawsku” – tyłkiem po piasku.

Śmierć na szkoleniu: na tym samym kursie zginął dwudziestojednoletni uczestnik z okolic Redy. Ćwiczyli wynurzenia awaryjne z ośmiu metrów w basenach, z których korzystała jeszcze armia niemiecka podczas II wojny światowej. Kolega zachłysnął się wodą, nie opanował odruchu wyplucia ustnika i gwałtownie wypłynął na powierzchnię. Po zajęciach nie zgłosił złego samopoczucia. Zasłabł dopiero następnego dnia, w drodze do magazynu po dodatek nurkowy. Zmarł, zanim dojechała karetka. Sprawę badała komisja; według relacji Laskowskiego przyczyną był najprawdopodobniej uraz ciśnieniowy, który wywołał zator w mózgu. Gdyby od razu zgłosił dolegliwości, dekompresja lecznicza dałaby mu realną szansę. To wtedy, jak wspomina, Laskowski przestał traktować szkolenie jako przygodę.

Lubliniec – dziesięć lat przed GROM-em

56 Kompanię Specjalną rozformowano w 1994 roku. Laskowskiego, podobnie jak resztę żołnierzy służby zasadniczej, odesłano bliżej domu – do 4. Pułku Przeciwchemicznego w Brodnicy (dziś 4. Pułk Chemiczny). Trafił do pododdziału likwidacji skażeń, którego wyposażenie stanowiły dwie motopompy i przyczepa. Ukończył tam szkołę podoficerską, a co ważniejsze, trafił na przełożonych, którzy nie zamknęli mu drogi powrotnej do sił specjalnych.

W 1995 roku przeniósł się do Lublińca, do 1. Pułku Specjalnego Komandosów – późniejszej JWK. Otrzymał przydział do plutonu płetwonurków na stanowisko zastępcy dowódcy sekcji. Rozpoczęło się dziesięć lat, które sam podsumowuje jednym słowem: uprawnienia.

  • Nurkowanie bojowe – najpierw wody śródlądowe, potem aparaty o obiegu zamkniętym, mieszanki oddechowe i zejścia na osiemdziesiąt metrów.
  • Skoki spadochronowe – zdobył uprawnienia skoczka, a przez całą służbę wykonał około stu skoków.
  • Materiały wybuchowe – od prostej dywersji po trotyl i materiały plastyczne (np. C4), wraz z obliczaniem masy ładunku.
  • Góry i ratownictwo – szkolenia z ratownikami TOPR, wspinaczka, narty turowe i sprzęt nurkowy kupowany na rynku cywilnym.

To właśnie podczas szkoleń z ratownikami podjął decyzję o odejściu. Laskowski chciał ukończyć cywilny kurs pirotechnika. Był on dość kosztowny, więc poprosił dowództwo o dofinansowanie. Usłyszał, że człowiek z takimi uprawnieniami na jego stanowisku jest niepotrzebny. Zapamiętał to zdanie dosłownie i uznał za sygnał, że w Lublińcu nie ma już możliwości dalszego rozwoju.

REKLAMA

Selekcja do GROM-u zaliczona na zwolnieniu lekarskim

Pierwszy wniosek o udział w selekcji do GROM-u złożył w 2002 roku. Nie otrzymał odpowiedzi. Powtórzył go rok później. Ówczesny dowódca blokował odejścia z jednostki, a selekcja jest wieloetapowa i trwa tygodniami. Aby w niej uczestniczyć, trzeba było po prostu zniknąć. Kolejne etapy Laskowski zaliczał więc w trakcie urlopów oraz na zwolnieniu lekarskim.

Etapy następowały jeden po drugim. Sprawność fizyczna i walka wręcz w marcu w Warszawie. Pływanie i skok z wieży. Testy psychologiczne rozwiązywane wieczorem, po całym dniu sparingów. Rozmowa z psychologiem w namiocie na poligonie w Rembertowie. Próba wysokościowa. Na koniec Bieszczady.

Najlepiej zapamiętał walkę wręcz, ponieważ trafił na policjanta z Poznania: długie ręce, wyraźna przewaga w boksie. Utrzymał go na dystansie dzięki pracy nóg i kopnięciom. Instruktorów i tak nie interesował wynik sparingu, lecz to, czy kandydat unika walki, czy ją podejmuje. Kto nie pokazał charakteru, musiał walczyć dalej, aż go pokazał.

W górach pierwszego dnia dopadło go oberwanie chmury. Przemókł do suchej nitki i na postoju nie miał już siły rozbić obozowiska. Przebrał się, przykrył plandeką i zasnął. Obudził się w środku nocy rozgrzany i wtedy zdecydował, że idzie dalej. Selekcję ukończył po siedmiu dniach, lżejszy o siedem kilogramów. Udało się za pierwszym podejściem.

O liczbach z selekcji: według relacji Laskowskiego selekcję ukończyło trzynaście osób. Liczby startujących nie sposób precyzyjnie ustalić na podstawie jego wspomnień – w różnych rozmowach podawał 150 i 300 kandydatów. Na tej samej selekcji był Arek „Motyl” Dembiński, który zaliczył ją rok później, przy drugim podejściu. To wspomnienie uczestnika, a nie zweryfikowana statystyka.

Irak, przeniesienie i trzynaście miesięcy Kursu Podstawowego

Zaliczona selekcja nie oznaczała jeszcze automatycznego przeniesienia. Zgoda przełożonych nie nadchodziła, więc Laskowski na wszelki wypadek podszedł do selekcji w Oddziale Specjalnym Żandarmerii Wojskowej. Tę również przeszedł. Żandarmeria miała jedną istotną zaletę – mogła przejmować żołnierzy z innych jednostek bez pytania o zdanie ich dowództwa.

Zanim sprawa się rozstrzygnęła, pojechał do Iraku. Od lutego do lipca 2005 roku służył tam w barwach 1 PSK, w ramach IV zmiany polskiego kontyngentu: rozpoznanie, konwoje, ochrona dowódcy dywizji generała Waldemara Skrzypczaka oraz szkolenie sił irackich. Wtedy po raz pierwszy pracował jako strzelec wyborowy z karabinem SAKO TRG-42. Warsztatu uczyli go koledzy z Kawalerii Powietrznej. Czym ta specjalność różni się od pracy klasycznego snajpera, wyjaśniamy w osobnym materiale o snajperach i strzelcach wyborowych.

Z Iraku wywiózł jeszcze jeden obraz: nieopancerzone honkery po wybuchach ładunków-pułapek. Wnioski nasuwały się same.

Rozkaz o przeniesieniu siedemnastu żołnierzy do JW GROM zastał go jeszcze na misji. W sierpniu 2005 roku był już w jednostce. Dwa tygodnie później przeprowadził rodzinę do Warszawy, a na początku października rozpoczął Kurs Podstawowy, zwany w jednostce bazówką. Dla jego rocznika trwał on trzynaście miesięcy.

Ten kurs, jak podkreśla, zerował wszystko, co żołnierz potrafił wcześniej. Sprawdziany odbywały się co miesiąc – zarówno ze sprawności, jak i z każdej kolejnej dziedziny. Taktyka zielona i czarna. Wspinaczka, medycyna, praca na ładunkach. Taktyka niebieska, czyli działania na obiektach wodnych, realizowana na Westerplatte. Na koniec szkolenie SERE z przetrwania w niewoli: worek na głowę, wywózka, budowanie legendy zespołu, przesłuchania, polewanie wodą i rażenie prądem.

Najczęściej wspomina jednak nie o trudach fizycznych, lecz o anonimowej ocenie koleżeńskiej. Kilka negatywnych wskazań oznaczało ostrzeżenie, kolejne – koniec kursu. Instruktorzy sprawdzali umiejętności, ale to koledzy widzieli to, czego instruktorzy nie mogli dostrzec.

Szary beret odebrał w listopadzie 2006 roku i trafił do zespołu bojowego jako operator i kierowca.

RokWydarzenie
1973Urodzony w Rypinie, wychowany we wsi Janowo
1993Zasadnicza służba wojskowa; 56 Kompania Specjalna w Szczecinie, kurs płetwonurka w Gdyni
1994–1995Rozformowanie 56 KS, 4. Pułk Przeciwchemiczny w Brodnicy, szkoła podoficerska
1995–20051. Pułk Specjalny Komandosów (Lubliniec) – pluton płetwonurków, nurkowanie bojowe, skoki, materiały wybuchowe
luty–lipiec 2005Misja w Iraku; strzelec wyborowy z karabinem SAKO TRG-42
sierpień 2005Przeniesienie do Jednostki Wojskowej GROM
listopad 2006Zakończenie 13-miesięcznego Kursu Podstawowego; szary beret
2007–2013Cztery zmiany w Afganistanie: Kandahar, Kabul, Ghazni
2015Wypadek motocyklowy na poligonie; zerwane więzadła w kolanie
31 maja 2018Zakończenie służby po 25 latach

Cztery zmiany w Afganistanie

Cztery zmiany Laskowskiego przypadły na czas, gdy wojna w Afganistanie ewoluowała od patroli ku nocnym uderzeniom. Przed pierwszym wyjazdem, w połowie lipca 2007 roku, zespół przygotowywał się przez pięć miesięcy: zgrywanie sekcji, desanty ze śmigłowców, strzelania w kamieniołomach i Karkonoszach, narty turowe z myślą o działaniach w górach. Laskowski poleciał dwa tygodnie przed resztą ekipy, aby przygotować humvee. Wcześniej nie prowadził takiego wozu, widział go jedynie w Iraku.

Każda kolejna zmiana różniła się od poprzedniej. Pierwsza miała charakter patrolowy: kontrole pojazdów, punkty kontrolne, rejon przy granicy z Pakistanem oraz dwie dwutygodniowe tury w Kabulu przy ochronie polskiej ambasady. Druga, w 2008 roku, wiązała się z pracą ramię w ramię z 1. Pułkiem Specjalnym Komandosów (dziś JWK), Formozą i kanadyjską jednostką JTF2. Wtedy liczba operacji nocnych prowadzonych w noktowizji gwałtownie wzrosła. Trzecia, w latach 2010–2011, była najcięższa: baza FOB Ghazni, zadaniowy zespół bojowy Task Force 49, uderzenia na obiekty, przejmowanie składów amunicji i uwalnianie zakładników.

Porywano najczęściej lokalnych notabli lub ich rodziny w celu uzyskania okupu. Wśród zakładników byli też żołnierze i policjanci współpracujący z koalicją. Porywacze grozili im śmiercią. Laskowski wspomina jedną z takich akcji. Informacja przyszła nagle, a na zebranie sprzętu i wejście na pokład śmigłowca było zaledwie kilkanaście minut. Po wejściu na obiekt operatorzy znaleźli w zamkniętym pomieszczeniu ludzi zakutych w łańcuchy. Wiele podobnych wyjazdów kończyło się jednak fiaskiem, bo porywacze zdążyli się wycofać.

Powodzenie takich operacji zależało od informatorów, którzy płacili za to najwyższą cenę. Podczas jednej z akcji zespół wszedł na obiekt, na którym z namiotu wystawał czerwony przewód. Padło hasło alarmowe i sekcja wycofała się poza bramę. Chwilę później ładunki wybuchły, obalając mur. Kilku ludzi zostało poturbowanych przez podmuch, ale nikt nie zginął – zamachowcy odpalili ładunki zbyt późno. Do jednostki dotarła później wiadomość, że talibowie zamordowali informatora, który naprowadził sekcję na ten cel.

Breacher – człowiek od torowania przejść

Kurs breachera ukończył już w GROM-ie, po pierwszych zmianach, i to on wyznaczył jego rolę w zespole. Breacher odpowiada za wejście. Ocenia konstrukcję drzwi, dobiera odpowiednie środki, wykonuje wyłom dla grupy szturmowej i wchodzi do środka wraz z sekcją.

Żołnierz sił specjalnych zakłada ładunek wybuchowy na framudze drzwi, drugi ubezpiecza go z bronią
Operator mocuje ładunek wybuchowy na framudze drzwi, podczas gdy drugi żołnierz osłania go z bronią gotową do strzału – ćwiczenia szturmowe połączonych sił operacji specjalnych w prowincji Kabul, 23 stycznia 2014 roku. Tak wygląda praca breachera, którą w zespole bojowym wykonywał Laskowski – jeden człowiek przygotowuje wyłom, drugi zabezpiecza jego pracę.Fot. Spc. Connor Mendez / USASOC News Service, Flickr, licencja CC BY 2.0
  • Rozwiązania mechaniczne – sprzęt wyważeniowy (np. taran, halligan) oraz piły spalinowe, stosowane, gdy pozwala na to konstrukcja.
  • Ładunki wybuchowe – używane przy drzwiach stalowych lub okutych; ładunek jest uformowany i obliczony pod konkretną przeszkodę.
  • Przejścia inne niż drzwi – stropy, ściany, mury, drabiny wystawiane pod okna oraz ładunki odwracające uwagę.
  • Wejście bez materiałów wybuchowych – tzw. soft breach, od zwykłego sprawdzenia klamki po otwarcie drzwi od środka przez wcześniej wprowadzonego operatora.

Ta sama wiedza jest niezbędna podczas wycofania. Rozpoznanie zaminowanego obiektu, jak w przypadku z czerwonym przewodem, stanowi tak samo ważną część tej pracy jak wykonanie wyłomu.

Sam Laskowski sprowadza to czasem do żartu, mówiąc, że niekiedy wystarczy po prostu zadzwonić domofonem. Podczas planowania operacji jego zadaniem było przedstawienie dowódcy wariantu wejścia. Ostateczna decyzja zawsze należała do dowódcy, a bywało, że wybierał on inny, lepszy pomysł.

REKLAMA

Ostatnia zmiana i śmierć Krzysztofa Woźniaka

Ostatni wyjazd miał trwać trzy miesiące, ale wydłużył się do czterech. Laskowski dotarł na miejsce w grudniu 2012 roku, w zastępstwie za kolegę. W nocy z 22 na 23 stycznia 2013 roku sekcja ruszyła na obiekt, w którym miał przebywać jeden z dowódców talibów. Na miejscu czekała dobrze przygotowana zasadzka. Przy podejściu do celu operatorzy zostali ostrzelani z broni strzeleckiej i obrzuceni granatami.

Laskowski odpowiadał wówczas za zabezpieczenie. Z karabinem maszynowym Minimi kalibru 5,56 mm pilnował skrzyżowania dróg i śledził przebieg walki przez radio. Meldunki mówiły o kolejnych bojownikach w pobliżu, więc nie opuścił stanowiska. Kiedy koledzy wycofali się za osłonę, posłał w stronę strefy walki długą serię. Następnie ubezpieczał transport rannych do ewakuacji medycznej.

Kapitan Krzysztof Woźniak, dowódca sekcji szturmowej, zmarł mimo szybkiej ewakuacji do szpitala w bazie w Ghazni. Był pierwszym operatorem Wojsk Specjalnych poległym w Afganistanie i pierwszym operatorem GROM-u, który zginął podczas operacji bojowej. Pośmiertnie awansowano go do stopnia majora i odznaczono Krzyżem Komandorskim Orderu Krzyża Wojskowego.

Poszukiwany dowódca talibów zdołał wówczas uciec. Amerykanie dopadli go, jak wspomina Laskowski, dopiero po około dwóch i pół roku. Więcej o działaniach jednostki z tamtych lat zebraliśmy w materiale o najbardziej znanych akcjach GROM-u.

O tamtych latach i o codzienności zespołu bojowego Laskowski opowiada w poniższej rozmowie.

Kolano, koniec służby i GROM Academy

Służbę zakończyła nie misja, lecz wypadek podczas treningu. W 2015 roku, prowadząc szkolenie z jazdy terenowej, Laskowski zahaczył stopą o wystający korzeń. Motocykl wypadł z toru jazdy, a on zerwał więzadła krzyżowe i uszkodził łąkotkę w prawym kolanie. Pierwsza rekonstrukcja nie przyniosła poprawy, a druga nie przywróciła pełnej sprawności.

Mógł pozostać w sekcji „na papierze”, ale nie chciał tego robić. Wiedział, jak wymagająca jest praca w oddziale, i nie chciał być dla kolegów ciężarem. Przeszedł do komórki wsparcia jako główny breacher, zajmując stanowisko po odchodzącym na emeryturę koledze. W 2017 roku trafił do sekcji EOD w Oddziale Wsparcia Bojowego, zajmującej się neutralizacją materiałów wybuchowych. Zdjął mundur 31 maja 2018 roku, po dwudziestu pięciu latach służby. Zaczynał jako szeregowy, a kończył w stopniu starszego chorążego sztabowego.

Firmę założył jeszcze w trakcie służby, w lutym 2017 roku. Obecnie prowadzi GROM Academy – ośrodek szkoleniowy w Janówku Drugim pod Warszawą, gdzie jest głównym instruktorem. W ofercie znajdują się kursy strzeleckie z pistoletu i karabinu na trzech poziomach, taktyka walki w pomieszczeniach (CQB) i w otoczeniu pojazdów (VCQB), medycyna pola walki (TCCC) oraz szkolenia przetrwania (SERE). Uczestniczą w nich cywile, ale także żołnierze, policjanci i funkcjonariusze Służby Więziennej. Zajęcia prowadzą byli operatorzy jednostki.

Dodatkowo doradza w sprawach bezpieczeństwa. Do jego najbardziej nietypowych zleceń należała ochrona skrzypiec Stradivariusa podczas podróży po Europie i Kanadzie.

🎯

Gdzie szkoli dziś Laskowski: pełną ofertę kursów strzeleckich, taktycznych (CQB i VCQB) oraz szkoleń SERE prowadzi ośrodek GROM Academy w Janówku Drugim pod Warszawą. Zajęcia prowadzą byli operatorzy jednostki. Terminy i zapisy znajdują się w kalendarzu szkoleń na stronie ośrodka.

O cenie, jaką za tę pracę płacą rodziny, mówi bez owijania w bawełnę. Szacuje, że rozwiodło się od siedemdziesięciu do osiemdziesięciu procent jego kolegów z jednostki. Własne małżeństwo uważa za wyjątek na tle środowiska.

Pytany o to, co pozostało mu po dwudziestu pięciu latach służby, wymienia dwie rzeczy. Pierwsza to adrenalina – przyznaje wprost, że uzależnia i nie odpuszcza, dlatego jej brak rekompensuje sobie jazdą na motocyklu, nartami i pracą na strzelnicy. Druga to rodzina – żona Gosia, która odprowadzała go na pociąg do Lublińca w 1993 roku i wspierała przez te wszystkie lata, oraz córka, której zadedykował ukończenie selekcji.

REKLAMA

Tomasz „Lasek” Laskowski – najczęściej zadawane pytania

Ile lat Tomasz Laskowski służył w wojsku i kiedy odszedł?

Służbę rozpoczął w 1993 roku od zasadniczej służby wojskowej w 56 Kompanii Specjalnej, a zakończył ją 31 maja 2018 roku. Łącznie służył dwadzieścia pięć lat. Pierwsze dwanaście lat spędził w kilku jednostkach, najdłużej w 1. Pułku Specjalnym Komandosów w Lublińcu. Ostatnie trzynaście lat przypadło na Jednostkę Wojskową GROM, do której trafił w sierpniu 2005 roku.

Czy naprawdę trafił na kurs płetwonurka, nie umiejąc pływać?

Tak, i mówi o tym otwarcie. Przyznał się dowódcom jeszcze przed rozpoczęciem kursu, a sprawdzian z pływania przerwał po trzydziestu paru metrach. Nie odpadł jednak, lecz dostał ostatnią szansę – pod wodą musiał radzić sobie bezbłędnie. Warunek dało się spełnić, ponieważ w nurkowaniu pracuje się płetwami i liczy się opanowanie, a nie styl pływacki. Kurs zaliczył, a pływać nauczył się w kolejnych latach służby w Lublińcu.

Czym zajmuje się breacher w jednostce specjalnej?

Breacher toruje drogę grupie szturmowej. Ocenia przeszkodę – drzwi, mur, strop czy ścianę – i dobiera odpowiednie narzędzia: sprzęt wyważeniowy, piłę spalinową, drabinę lub ładunek wybuchowy precyzyjnie obliczony pod konkretną konstrukcję. Po wykonaniu wyłomu wchodzi do obiektu wraz z sekcją. Laskowski przygotowywał warianty wejścia, choć ostateczna decyzja należała do dowódcy.

Na ilu misjach był Tomasz Laskowski?

Uczestniczył w pięciu misjach. Pierwszą był Irak od lutego do lipca 2005 roku, jeszcze w barwach 1 PSK z Lublińca, gdzie służył jako strzelec wyborowy. Kolejne cztery to zmiany w Afganistanie w latach 2007–2013 w rejonach Kandaharu, Kabulu i Ghazni, realizowane już w roli operatora GROM-u.

Co to jest GROM Academy i kto może się tam szkolić?

To ośrodek szkoleniowy założony przez Laskowskiego w Janówku Drugim pod Warszawą, w którym instruktorami są byli operatorzy jednostki. Oferta obejmuje kursy strzeleckie z pistoletu i karabinu, taktykę walki w pomieszczeniach (CQB) i przy pojazdach (VCQB), medycynę pola walki (TCCC) oraz szkolenia przetrwania (SERE). Zajęcia są dostępne dla cywilów, a także żołnierzy i funkcjonariuszy służb mundurowych.

Źródła

POWIĄZANE_WPISY