BAS-3 // ONLINE
--:--:--
SEARCH // PORTAL BAS-3

ESC aby zamknąć · ↑↓ aby nawigować

Przewodnik trzyma przypiętego do uprzęży psa służbowego podczas skoku tandemowego ze spadochronem, nad nimi trzech skoczków w swobodnym spadku, w dole zalesiony poligon
◆ PORTAL BAS-3

Fot. Sgt. Vince Vander Maarel / Wikimedia Commons , licencja domena publiczna

Krzysztof „Puwal” Puwalski – operator GROM-u, który stworzył w jednostce grupę psów bojowych

Autor: · · 13 min czytania
◆ Również w: Komandosi

W 2010 roku, podczas operacji ratowania zakładników w afgańskiej prowincji Ghazni, żołnierze GROM-u wpadli w dobrze przygotowaną zasadzkę. Kilkunastu z nich zostało rannych, nikt nie zginął. W styczniu 2013 roku, w kolejnej operacji w tej samej prowincji, poległ kpt. Krzysztof Woźniak (pośmiertnie awansowany na stopień majora), dowódca sekcji szturmowej. Krzysztof Puwalski, który w 2010 roku był w Ghazni, napisał potem, że być może gdyby jednostka miała już wtedy psy bojowe, tej śmierci dałoby się uniknąć. Przez następne lata budował w GROM-ie grupę, której wcześniej w polskich wojskach specjalnych nie było – od pierwszych dwóch psów kupionych pod Sarajewem po przewodników wyszkolonych do walki u boku sekcji szturmowej.

Kim jest Krzysztof „Puwal” Puwalski

Puwalski spędził w wojskach specjalnych 22 lata, z czego 12 w Jednostce Wojskowej GROM. Wcześniej dowodził grupą specjalną w 1. Pułku Specjalnym Komandosów w Lublińcu. W GROM-ie był operatorem zespołu bojowego, a potem twórcą i pierwszym dowódcą Grupy Przewodników Psów Bojowych (K9 – od ang. canine, psowate). Kilkukrotnie wyjeżdżał na misje do Iraku i Afganistanu.

Po odejściu z wojska prowadzi firmę szkoleniową SOF Project, napisał dwie książki i występuje w podcastach, gdzie opowiada o selekcji, misjach i o tym, jak żołnierz wraca do cywilnego życia.

Wiejska biblioteka i „Żołnierz Polski”

Wychował się na wsi. Fascynacja wojskiem zaczęła się w latach 80. od czasopisma „Żołnierz Polski”, które czytał w wiejskiej bibliotece.

Do egzaminów do szkoły oficerskiej przygotowywał się sam. Trenował sztuki walki, biegał, pływał i podciągał się na drążku. Jak mówi, robił wszystko, co wydawało mu się potrzebne. Nawigacji w terenie jednak nie ćwiczył, co szybko się zemściło.

Pierwsza selekcja – pluton specjalny w 1996 roku

Pierwszą selekcję w życiu przeszedł w 1996 roku jako podchorąży szkoły oficerskiej. Do plutonu specjalnego zgłosiło się 70–80 z 600–700 podchorążych, a przyjęto dziewiętnastu. Etapy wzorowano na selekcjach do ówczesnych kompanii specjalnych, które akurat były rozwiązywane. Puwalski wspomina tamten sprawdzian jako jeden z najtrudniejszych w życiu, bo był na niego zupełnie nieprzygotowany, zwłaszcza w nawigacji.

W wywiadach mówi o nauce w Wyższej Szkole Oficerskiej w Poznaniu. Oficjalne biogramy podają dyplom Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu (poznańska uczelnia została włączona do wrocławskiej w 2002 roku) oraz późniejsze studia w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Częstochowie i w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Łącznie przeszedł trzy selekcje do jednostek specjalnych i każdą zaliczył za pierwszym razem. Wylicza je tak:

  • Pluton specjalny w szkole wojskowej – 1996 rok, 19 przyjętych spośród kilkudziesięciu ochotników,
  • 1. Pułk Specjalny Komandosów w Lublińcu – dzisiejsza Jednostka Wojskowa Komandosów,
  • Jednostka Wojskowa GROM – prawie 500 kandydatów, 19 osób na finiszu.
FIG_01 // VISUAL_REF
Przewodnik trzyma przypiętego do uprzęży psa służbowego podczas skoku tandemowego ze spadochronem, nad nimi trzech skoczków w swobodnym spadku, w dole zalesiony poligon
Przewodnik z 701. Batalionu Żandarmerii Wojskowej US Army trzyma swojego psa podczas skoku tandemowego nad Fort Leonard Wood w stanie Missouri, wrzesień 2009 roku. Psy bojowe sił specjalnych muszą być lekkie właśnie dlatego – przewodnik i operatorzy sekcji noszą je, skaczą z nimi i desantują się ze śmigłowców.Fot. Sgt. Vince Vander Maarel / Wikimedia Commons (domena publiczna)

Lubliniec i Irak – dowódca grupy przed trzydziestką

Po szkole trafił do Lublińca. Jednostka, znana dziś jako JWK, specjalizowała się wtedy w taktyce zielonej, czyli w działaniach poza terenem zabudowanym – zasadzkach, rajdach i rozpoznaniu. Puwalski dowodził tam grupą specjalną – jak sam liczy, na tym stanowisku spędził osiem lat.

Pierwsza misja w 2003 roku

W 2003 roku pojechał do Iraku jako dowódca grupy specjalnej. Nie miał jeszcze trzydziestu lat. Wspomina, że doświadczenia bojowego nie miał wtedy żadnego, bo cała grupa dopiero je zdobywała, a odpowiadał już za ludzkie życie. Wracali zimą i pamięta z tego powrotu poczucie spełnienia, którego przy kolejnych misjach nie odczuwał już tak mocno.

Z walki pod ostrzałem nie robi tajemnicy. Strzelano do niego z daleka i z bliska, nad głową wybuchały rakiety i pociski moździerzowe. O określeniu „misja stabilizacyjna” mówi, że upraszcza i zamydla rzeczywistość. Jego zdaniem wszystkie te wyjazdy były misjami wojennymi.

Większość chłopaków z jego grupy z Iraku zgłosiła się później do GROM-u. On też.

REKLAMA

Selekcja do GROM-u i kurs bazowy

Dokumenty złożył po powrocie z Iraku, a do GROM-u trafił w 2005 roku. Na selekcję przyjechało, jak wspomina, prawie 500 mężczyzn, a przeszło ją dziewiętnastu. Tym razem był przygotowany najlepiej ze wszystkich trzech podejść.

Walka wręcz przed biegiem na 3 km

Najbardziej zapamiętał kolejność konkurencji. Najpierw kilka godzin walki wręcz na macie, bez podziału na kategorie wagowe, gdzie zdarzały się złamane ręce, nogi i nosy. Instruktorzy nie patrzyli na to, kto wygrywa, tylko na to, kto po nokaucie wstaje. Zaraz potem kandydaci szli na bieg na 3 km. Puwalski mówi, że przez pierwsze okrążenie miał wrażenie, że eksplodują mu nogi.

Potem był test psychologiczny i etap w Bieszczadach, zimą. W góry pojechało ponad stu kandydatów. Poza tymi, których instruktorzy wyrzucali w trakcie, co rano do domu jechało pięciu najsłabszych z poprzedniego dnia. Trzeciego dnia rano dostał współrzędne punktu, spojrzał na mapę i uznał, że jest blisko. Nie sprawdził warstwic, które pokazywały, jak stromy jest teren. Poszedł na wprost i trafił na podejście tak strome i oblodzone, że był pewien, że na szczyt nie wejdzie. Wszedł.

Kurs bazowy, szary beret i numer 594

Po selekcji zaczyna się kurs bazowy (tzw. bazówka), który Puwalski nazywa najbardziej wymagającym kursem na planecie. W pierwszym miesiącu kursanci spali pięć godzin na dobę, a przez pozostałe dziewiętnaście pracowali. Pora snu przesuwała się z dnia na dzień. Grupa z Lublińca miała już za sobą Irak, więc instruktorzy wymagali od niej więcej niż od reszty.

Na koniec kursu dostał szary beret i naszywkę z nazwą jednostki (tzw. łuczek), a także Znak Spadochronowy nawiązujący do tradycji Cichociemnych. Dostał też indywidualny numer operatora zespołu bojowego – 594. Pod tym numerem wydał po latach swoją pierwszą książkę.

Na pożegnalną imprezę po kursie kursanci zaprosili emerytowanego już gen. Sławomira Petelickiego, twórcę jednostki. Puwalski zobaczył go wtedy pierwszy raz.

Kandahar i Ghazni – rakieta nad głową

W Afganistanie Puwalski służył w latach 2007–2009 w rejonie Kandaharu, a w 2010 roku w Ghazni. W Kandaharze były to operacje dalekiego rozpoznania (SR). Zespoły bojowe wyjeżdżały na kilka dni w teren opanowany przez przeciwnika kolumnami po kilkanaście samochodów i nigdy nie wiedziały, co je spotka.

Już w 2007 roku grupa miała na wyposażeniu drony. Operatorzy bezzałogowców puszczali je przed kolumną, zanim ta wjechała w niebezpieczne miejsce. Puwalski mówi, że wtedy była to zupełna nowość, a dziś technologia dronowa zmienia pracę jednostek specjalnych.

Pożegnania przed wschodem słońca

Z Kandaharu pamięta, że nie było tygodnia bez pożegnania poległych. Uroczystości odbywały się wcześnie rano, zanim wstało słońce, a kilku żołnierzy z polskiego zespołu zawsze na nie chodziło. Przyznaje też, że on i wielu jego kolegów ukrywali przed rodzinami wyjazdy na misje.

Druga szansa: ostrzał bazy był niemal codziennością – spadało od kilku do kilkunastu rakiet, czasem na lądowisko śmigłowców, czasem tam, gdzie byli ludzie. Puwalski rozmawiał z pilotem w drewnianym domku, a potem razem z kilkoma osobami, między innymi polskimi pilotami śmigłowców Mi-24, schronił się w betonowym schronie. Pierwsza rakieta wybuchła na jego dachu. Do środka przebiła się tylko skorupa, a ze stropu posypały się ostre odłamki. Kolejna trafiła w domek, z którego przed chwilą wyszli, i zniszczyła go. W pamiętnikach z misji, z których powstały później jego książki, zapisał zdanie: „Pan Bóg dał mi drugą szansę, jak ją wykorzystam – nie wiem”.

Zasadzka w Ghazni w 2010 roku

W 2010 roku, w czasie operacji ratowania zakładników w Ghazni, zespół wpadł w dobrze zorganizowaną zasadzkę. Puwalski pisze, że tylko wyszkolenie, procedury i żołnierskie szczęście sprawiły, że poza kilkunastoma rannymi nikt nie zginął.

Szczęście skończyło się niespełna trzy lata później. W nocy z 22 na 23 stycznia 2013 roku zginął kpt. Krzysztof Woźniak, pierwszy operator GROM-u poległy w akcji bojowej, o którego śmierci opowiada też Tomasz Laskowski. Puwalski nazywa go wspaniałym kolegą i charyzmatycznym dowódcą. Właśnie przy tej historii stawia tezę, od której zaczyna się opowieść o psach.

Psy bojowe w GROM-ie – grupa zbudowana od zera

Przez lata psy służbowe w wojsku kojarzyły się głównie ze sprawdzaniem dróg i budynków pod kątem materiałów wybuchowych. W siłach specjalnych zmieniło się to po 2001 roku, w Afganistanie i Iraku. Okazało się, że mogą też walczyć podczas szturmu na obiekt, wbiegając do pomieszczeń przed operatorami. Takie psy skaczą ze spadochronem, desantują się ze śmigłowców i szybkich łodzi operacyjnych. W GROM-ie nikt wcześniej ich nie miał, więc Puwalski musiał zbudować wszystko od początku – od wyboru rasy po procedury zakupu, które w Wojsku Polskim okazały się, jak pisze, wielkim wyzwaniem dla niego i dla dowódcy jednostki.

Pierwsze dwa psy spod Sarajewa

Zanim zdecydował o rasie, sięgnął po doświadczenie jednostek, które używały psów od lat. Wybór padł na owczarki belgijskie malinois i pokrewne im owczarki holenderskie. To psy średniej wielkości, niezbyt ciężkie i odporne na choroby oraz kontuzje. Miejsce zakupu Puwalski ocenił jako najlepszy wtedy ośrodek na świecie. Był to ośrodek norweskiej organizacji Norwegian People’s Aid (NPA) niedaleko Sarajewa w Bośni i Hercegowinie, który sprzedawał psy jednostkom specjalnym z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Norwegii. W 2012 roku GROM kupił tam swoje pierwsze dwa psy bojowe.

Przy doborze psów grupa kierowała się kilkoma kryteriami, które Puwalski opisał w magazynie „Special Ops”:

  • Towarzyskość – pies ma czerpać przyjemność z przebywania z operatorami i czuć się członkiem sekcji, co nie oznacza głaskania i okazywania nadmiernej czułości,
  • Podatność na szkolenie – chęć ciągłej pracy, bystrość, „duch walki” i zdolność do wykonywania złożonych zadań,
  • Wyniki sportowe – najlepiej psy z sukcesami w sportach obronnych, takich jak IPO, Mondioring, Schutzhund czy KNPV,
  • Wiek od 1,5 do 3 lat i masa 28–32 kg – psa trzeba nosić, skakać z nim ze spadochronem i desantować się z różnych środków transportu, a robi to nie tylko przewodnik, ale każdy operator sekcji.

Magiczny trójkąt – pies, przewodnik, trener

Przewodników Puwalski wybierał spośród członków sekcji zespołów bojowych. Chodziło o to, żeby cieszyli się szacunkiem operatorów i podejmowali dobre decyzje w stresie. Trzecim elementem był trener, którego szukał we wszystkich zespołach bojowych. Nie chodziło o człowieka już wyszkolonego, tylko o charyzmatycznego operatora, który przekaże wiedzę przewodnikom i sekcjom. Zgłosił się jego kolega z dawnej sekcji i przeszedł wielomiesięczny kurs w jednym z najlepszych ośrodków szkolących psy dla sił specjalnych.

Pies ćwiczy z pozorantami, w kagańcu i bez niego. Kombinezon ochronny nie chroni przed wszystkim, więc każde ugryzienie to kolejne siniaki. Ten układ pies – przewodnik – trener Puwalski nazywa magicznym trójkątem, bez którego szkolenie nie ma sensu.

RokWydarzenie
1996Selekcja do plutonu specjalnego w szkole wojskowej, 19 przyjętych
do 2005Osiem lat w 1. Pułku Specjalnym Komandosów w Lublińcu, dowódca grupy specjalnej
2003Pierwsza misja w Iraku jako dowódca grupy specjalnej
2005Przejście do JW GROM po selekcji i kursie bazowym
2007–2009Operacje dalekiego rozpoznania w rejonie Kandaharu
2010Ghazni, zasadzka podczas operacji ratowania zakładników
2012Zakup pierwszych dwóch psów bojowych pod Sarajewem
2020Książka „Operator 594” (Bellona)
2024Książka „Anatomia wojownika” (Bellona)

Pogryziony na szkoleniu w USA

Na początku, gdy grupa dopiero się uczyła, Puwalski pojechał na szkolenie do Stanów Zjednoczonych i dostał tam agresywnego psa. Sam przyznaje, że popełnił błąd. Kilka razy powtarzał to samo ćwiczenie i szarpnął psa smyczą. Pies dał mu dwa ostrzeżenia, w tym lekkie uderzenie kufą w rękę, ale ich nie odczytał. Chwilę później został mocno pogryziony w obie ręce.

Odprowadzając psa do przyczepy, miał ręce tak pokrwawione, że krew kapała na ziemię. W punkcie medycznym lekarka i pielęgniarka zszywały mu ręce. Puwalski opowiada tę historię jako przestrogę. Psy bojowe są bardzo wymagające, komenda „stop” może nie zadziałać, a pies potrafi zaatakować kogoś innego albo własnego przewodnika. Dlatego nawet wyszkolony pies lata śmigłowcem w kagańcu – nikt nie wie, jak zareaguje na nagły dźwięk czy manewr maszyny.

O wykorzystaniu psów w zadaniach specjalnych Puwalski opowiada w rozmowie z Tomaszem Drwalem.

REKLAMA

Gen. Petelicki – twórca GROM-u, a prywatnie teść

Żoną Puwalskiego jest córka gen. Sławomira Petelickiego. Mówi o tym otwarcie, także wtedy, gdy rozmowa schodzi na śmierć generała w 2012 roku i na spekulacje, że nie było to samobójstwo. Wymienia książkę Wojciecha Sumlińskiego i przyznaje, że autor wykonał dużą pracę śledczą. Sam niczego nie przesądza. Mówi, że do samobójstwa mogło dojść bez udziału osób trzecich, ale osoby trzecie też mogły być zaangażowane, i że to wielka tajemnica, którą generał zabrał do grobu. Dalej nie chce w to wchodzić, bo dla rodziny to zbyt osobiste.

Petelickiego wspomina jako lidera, który do końca prowadził zadania i zawsze szukał kolejnego wyzwania. Widzi w tym podobieństwo do własnej drogi – po szkole przyszedł Lubliniec, po Lublińcu Irak, potem GROM, a w GROM-ie budowa czegoś, czego wcześniej nie było.

Po wojsku – SOF Project, książki i szkolenia

Z wojska odszedł po 22 latach służby w wojskach specjalnych, w stopniu majora rezerwy. Wykorzystuje teraz doświadczenie w firmie SOF Project. Prowadzi szkolenia z bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, zajęcia z przywództwa dla firm, coaching i mentoring, a także kursy strzeleckie i taktyczne. Jest instruktorem technik antyterrorystycznych, spadochroniarstwa, strzelectwa, wspinaczki i samoobrony.

„Operator 594” i „Anatomia wojownika”

Obie książki powstały na podstawie pamiętników, które pisał na misjach, i obie wydała Bellona. „Operator 594” ukazał się w 2020 roku i opisuje drogę od dzieciństwa na wsi przez szkołę wojskową, Lubliniec i selekcję po misje z GROM-em. „Anatomia wojownika”, napisana z Anną Robak-Reczek, wyszła w 2024 roku. Opowiada o budowaniu grupy psów bojowych, o szkoleniach i akcjach, których nie opisał wcześniej, oraz o radzeniu sobie ze stresem i własnymi słabościami.

Pytany, którą książkę ceni bardziej, odpowiada, że traktuje je jak syna i córkę. Na każdej stronie jest on sam, więc nie potrafi wskazać ulubionej.

Działa też jako ambasador Fundacji Komandosi Życia. W rozmowach wraca do tego, o czym w wojsku mówiło się najmniej – że nikt nie przygotowywał operatorów na to, jak poradzić sobie z odejściem przyjaciela, i że każdy żołnierz po powrocie mierzy się z własnymi historiami.

Gdzie szukać Puwalskiego: szkolenia z bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego, warsztaty przywództwa dla firm, coaching oraz kursy strzeleckie i taktyczne prowadzi w firmie SOF Project.

REKLAMA

Krzysztof Puwalski – najczęściej zadawane pytania

Ile lat Krzysztof Puwalski służył w wojskach specjalnych?

Łącznie 22 lata. Pierwszą selekcję do plutonu specjalnego przeszedł w 1996 roku w szkole wojskowej, potem przez około osiem lat służył w 1. Pułku Specjalnym Komandosów w Lublińcu jako dowódca grupy specjalnej. Od 2005 roku przez 12 lat był operatorem Jednostki Wojskowej GROM.

Skąd wziął się tytuł książki „Operator 594”?

594 to indywidualny numer, który Puwalski otrzymał jako operator zespołu bojowego GROM-u po selekcji i kursie bazowym. Książkę wydała Bellona w 2020 roku. Autor opisuje w niej drogę od dzieciństwa na wsi przez szkołę wojskową i Lubliniec po misje w Iraku i Afganistanie.

Kiedy GROM zaczął używać psów bojowych i jakiej rasy są te psy?

Pierwsze dwa psy bojowe GROM kupił w 2012 roku w ośrodku Norwegian People’s Aid niedaleko Sarajewa. Grupę zbudował od zera Krzysztof Puwalski, który został jej pierwszym dowódcą. Wybór padł na owczarki belgijskie malinois i owczarki holenderskie o masie 28–32 kg, bo psa trzeba nosić, skakać z nim ze spadochronem i desantować się ze śmigłowca czy szybkiej łodzi operacyjnej.

Co łączy Krzysztofa Puwalskiego z gen. Sławomirem Petelickim?

Żoną Puwalskiego jest córka generała, twórcy GROM-u. Pierwszy raz zobaczył Petelickiego na imprezie kończącej jego kurs bazowy, na którą kursanci zaprosili emerytowanego już generała. O okolicznościach śmierci generała w 2012 roku wypowiada się ostrożnie – mówi, że to tajemnica, którą Petelicki zabrał do grobu, i że dla rodziny temat jest zbyt osobisty.

Czym zajmuje się dziś Krzysztof „Puwal” Puwalski?

Prowadzi firmę SOF Project, w której szkoli z bezpieczeństwa, zarządzania kryzysowego i przywództwa, zajmuje się coachingiem oraz organizuje kursy strzeleckie i taktyczne. Jest autorem książek „Operator 594” i „Anatomia wojownika” oraz ambasadorem Fundacji Komandosi Życia.

Źródła

▸ POWIĄZANE_WPISY