W czasie kursu działań specjalnych, pierwszego etapu szkolenia po przyjęciu do GROM-u, Amadeusz Szyszka jechał zmęczony z Warszawy w rodzinne strony na Opolszczyźnie i zasnął za kierownicą. Samochód przeleciał, jak liczy, 35 metrów w dwóch podejściach i zatrzymał się na przednim zderzaku, oparty o brzozę. Szyszce nic się nie stało, nawet szyja go nie bolała. Lekarze proponowali mu kilka miesięcy zwolnienia, a on następnego dnia wrócił na kurs, wziął 30-kilogramowy plecak i poszedł na dwa tygodnie do lasu. Kiedy na prośbę kolegi pokazał instruktorowi zdjęcie rozbitego auta, sprawa pseudonimu była przesądzona: od tej pory był „Żelaznym”. Dziś to jeden z najlepszych strzelców dynamicznych w Polsce, który po ponad 10 latach w JW GROM ściga się w USA z zawodowcami sponsorowanymi przez największe firmy branży.
Kim jest Amadeusz „Żelazny” Szyszka
Amadeusz Szyszka to były operator, snajper i szkoleniowiec Jednostki Wojskowej GROM, rocznik 1990. Przez około 15 lat służył w policji i w wojsku, z czego ponad 10 lat w GROM-ie. W jednostce zajmował się przede wszystkim strzelaniem – współtworzył komórkę odpowiedzialną za to, jak strzelają operatorzy. Na emeryturę odszedł w wieku 35 lat.
Równolegle zrobił karierę sportową. Jest wielokrotnym mistrzem Polski w strzelectwie dynamicznym, reprezentował Polskę na mistrzostwach świata IPSC w Czechach, a na mistrzostwach USA w formule PCSL dwukrotnie wygrywał klasyfikację żołnierzy. Dziś prowadzi szkolenia dla cywilów i służb, testuje sprzęt i wypowiada się o tym, jak Polska powinna przygotowywać społeczeństwo na wypadek wojny.
Taekwondo, Piła i pierwsze strzały z P-64
Pochodzi z Opolszczyzny. Zanim zajął się bronią, trenował w Opolu taekwondo w odmianie ITF, a później MMA z Damianem Grabowskim. Z bronią palną zetknął się dopiero w wieku 20 lat, w szkole policyjnej w Pile. Pierwsze strzały oddał z pistoletu P-64.
Mówi, że nie było jednego momentu, w którym zrozumiał, że strzelanie jest jego drogą. Na tle kolegów, którzy wcześniej nie strzelali, wypadał dobrze, a instruktorzy pytali, czy miał już broń w ręku. Sam tłumaczy to umiejętnością skupienia i tym, że po prostu słuchał prowadzącego.
Najmłodszy w opolskim SPAP-ie
Do policji przyjęto go 30 grudnia 2010 roku. Po szkole trafił do Oddziału Prewencji Policji w Opolu. Wszyscy mu powtarzali, że zanim ktoś spojrzy na niego w Samodzielnym Pododdziale Antyterrorystycznym Policji (SPAP), musi „przedreptać” trzy lata w prewencji. Zapytał, czy mimo to może podejść do testów. Zdał je w czołówce i AT chciało go od razu.
Jako 21-latek był najmłodszym policjantem w opolskim SPAP-ie. Zatrzymywał groźnych przestępców i likwidował plantacje marihuany. Kiedy dziś ktoś kręci nosem na jego wczesną emeryturę, odpowiada, że w wieku, w którym rówieśnicy na studiach palili jointy, on zamykał plantacje i „więcej wynosił na podeszwach, niż oni spalili przez całe życie”.
To w AT pojawiły się pierwsze sukcesy strzeleckie. Drużyna z Opola wygrała zawody jednostek specjalnych policji rozgrywane w JWK w Lublińcu. Mentorzy z AT uświadomili mu jednak, że to dopiero czubek góry lodowej, a GROM jest jeszcze „daleko, daleko z przodu”.

Selekcja do GROM-u – dwa cukierki i dwie gumy
Na selekcję pojechał w wieku 23 lat. Wydał na nią wszystkie oszczędności z policyjnej pensji, a przygotowywał się, chodząc z plecakiem obciążonym zgrzewkami wody i robiąc przysiady, żeby wzmocnić nogi. Na basenie, kiedy kandydaci się rozebrali, pomyślał, że część z nich wygląda jak maszyny, i zastanawiał się, co on w ogóle tam robi.
Pierwszego dnia pogoda dała kandydatom tak w kość, że postanowił nie odpuścić za żadne skarby. Nie chciał tego dnia powtarzać, a wiedział, że przed nim jeszcze co najmniej cztery. Mówi wprost: „Nie wrzucą mnie do tej karetki”.
Walka na koniec testów fizycznych
Testy fizyczne i psychologiczne trwały ponad dobę, a na końcu były walki w parach, po dwóch godzinach wcześniejszego wysiłku. Sprawdzian walki prowadził wtedy Arek „Motyl” Dembiński, dla którego był to już koniec służby w jednostce. Kandydaci wiedzieli od starszych kolegów, że kto da się ponieść i znokautuje kilku rywali, ten odpadnie za brak kontroli nad sobą.
Szyszce trafił się na koniec blisko dwumetrowy rywal z Hrubieszowa, ledwo żywy ze zmęczenia. Szyszka markował ciosy, dopóki instruktor nie zagroził, że jeśli dalej będzie odpuszczał, to „wyleci”. Przeciwnik zaczął kopać z obrotu, a po jednej z wymian dwumetrowy chłopak zaczął się osuwać. Szyszka złapał go pod pachy. Nie wyrzucono go, bo widać było, że panuje nad sobą. Kilku innych kandydatów, którzy łamali rywalom nosy, instruktorzy wyczytali na koniec przed bramą i podziękowali im za udział.
Strażak, który nauczył się mapy w nocy
Szyszka często przytacza historię z tej samej selekcji. Jeden z kandydatów, strażak, zapytał w nocy kolegów, czy ktoś wytłumaczy mu, jak czytać mapę i współrzędne MGRS i UTM, bo „podobno będą potrzebne”. Szyszka był przekonany, że tamten się zgrywa. Ktoś mu jednak wszystko wyjaśnił w kilka minut.
Dwa dni później rezygnował ten, który uczył – twierdził, że nie czuje się pewnie z mapą. Strażak, który nawigacji nauczył się na miejscu, zaliczył selekcję. Szyszka mówi, że selekcja sprawdza przede wszystkim jedno: czy na pewno ci się chce. Fizyczność da się wypracować, a zawziętość i odwagę, by pójść w nieznane, trzeba mieć w sobie.
Ostatni marszobieg
Najgorzej wspomina końcówkę selekcji. Wcześniej miał już w nogach setki kilometrów – szacuje, że 150–250 – w mokrym, zimnym, czasem zaśnieżonym terenie, a racje żywnościowe były wyliczone tak, żeby ich brakowało. Wszystko, co miał, zjadł poprzedniego dnia przed południem. Ostatnią była gorzka wojskowa czekolada. Wieczorem kolega podzielił się z nim połową konserwy.
W nocy pobudka i jeszcze co najmniej 40 kilometrów, które trzeba było pokonać marszobiegiem, żeby zmieścić się w czasie. Na 10–15 kilometrów przed metą Szyszka zataczał się na asfalcie od jednej krawędzi drogi do drugiej. Chciał tylko usiąść przy barierce i na chwilę zasnąć, choć rozumiał, że obudziłby się pewnie za trzy dni. Wtedy dogonił go kolega, drugi policjant, który wciąż był na trasie. Podał mu dwa cukierki i dwie gumy do żucia z racji żywnościowej.
Po kilku minutach Szyszka poczuł taki przypływ energii, że był pewien, iż kolega dał mu jakieś środki pobudzające. Ostatnie 10 kilometrów przebiegł, bo nogi miał tak zmasakrowane, że wolał, by jak najkrócej dotykały ziemi. Z kolegą, który go uratował, przeszedł potem całą ścieżkę: kurs działań specjalnych, kurs podstawowy, zespół i szkolenie.
Kurs działań specjalnych i pseudonim „Żelazny”
Przyjęcie do jednostki trwało przez sprawy kadrowe i logistyczne około dwóch lat – do GROM-u trafił jako 25-latek, w 2015 roku. Najpierw był kurs działań specjalnych (KDS), który wspomina jako „totalny wycisk i wyniszczenie organizmu”. Kursanci dochodzili do granic, przy których ktoś może stracić przytomność z hipotermii. Były przesłuchania z siniakami na pośladkach, prąd i głód, przy którym myślał, że umrze.
Z KDS-u wyniósł przekonanie, że jest twardszy, niż sądził. Potem przyszły kurs podstawowy i przydział do zespołu bojowego. Szyszka myślał, że wtedy będzie luźniej. Nie było.
Mozart, który został Żelaznym
W GROM-ie pseudonimów się nie wybiera, a zwykle dostaje się je „za karę”, gdy ktoś coś dziwnego „odwali”. Po wypadku na brzozie, podczas treningu strzeleckiego na KDS-ie, jeden z instruktorów zapytał go, jak nazywano go w policji. Szyszka odpowiedział, że Mozart.
Wtedy odezwał się kolega z kursu, dziś emeryt szkolący z walki nożem: „On jest Żelazny. Pokaż instruktorowi zdjęcie”. Szyszka pokazał samochód zaparkowany na brzozie i pseudonim przylgnął na stałe. Sam uważa, że miał szczęście, bo większość pseudonimów w jednostce jest dużo gorsza. W USA sędziowie łamali sobie język na jego nazwisku, więc na Instagramie przedstawia się po angielsku jako „Iron”.
Numer 1123 i komórka strzelecka
Szyszka dostał numer 1123. Na jednej z misji był z operatorem, który miał numer dwucyfrowy, czyli tworzył jednostkę niemal od początku. Tamten, choć miał ponad 50 lat, wciąż chciał się uczyć i prosił młodszego kolegę, żeby pokazał mu, jak strzelać szybciej. Szyszka mówi, że nigdzie indziej nie spotkał takich ludzi.
W zespole przechodził różne specjalizacje – był medykiem, zajmował się łącznością. Najwięcej uwagi poświęcał jednak strzelaniu, bo tam widział swój największy potencjał. Podejście GROM-u do strzelania i taktyki jego pierwszy mentor opisywał słowami „jak do religii”. Na strzelanie szło tam 500–1000 naboi na trening i więcej, podczas gdy w AT brało się 100–200 sztuk raz w tygodniu albo rzadziej.
Miał w jednostce trzech mentorów strzeleckich. Z dwoma z nich pracował później w wydziale szkolenia, gdzie stworzyli komórkę, która odpowiadała za to, jak strzela cała jednostka. Szyszka podkreśla, że to nigdy nie była praca jednej osoby, a on nie przyszedł „obracać wszystkiego do góry nogami”. Robił swoje, trenował w ciszy i po jakimś czasie starsi koledzy – których pieszczotliwie nazywa „gromozaurami” – sami zaczęli go wypychać, żeby prowadził zajęcia.
Delta, zakładnicy i koniec służby
Z zagranicznych jednostek największe wrażenie zrobiła na nim amerykańska Delta Force. Ceni ją za to, że nie ma tam „bullshitu”, a przede wszystkim za otwartość: jeśli najlepiej strzelają sportowcy w krótkich spodenkach, Delta płaci sportowcowi, bierze to, co działa, i wkłada to w trening. Na tej samej zasadzie kierowców szkoli tam kierowca NASCAR, a skoczków spadochronowych – najlepsi skoczkowie sportowi.
Pod koniec służby wrócił do zespołu i ukończył kurs snajperski. W ostatnim roku służby wygrał SOF Sniper Cup – międzynarodowe zawody snajperów organizowane przez Centrum Szkolenia Wojsk Specjalnych. Zwyciężył, choć jego karabin wyborowy Barrett MRAD kalibru .338 zaczął się psuć – sam wyrzucał łuski i rozregulowywał się – przez co na jednym torze Szyszka dostał zero punktów. Na pożyczonym karabinie wygrał konkurencję precyzyjną ze sporą przewagą, a jego zespół był najlepszy także w klasyfikacji drużynowej.
We wrześniu 2025 roku podczas nocnych skoków spadochronowych w Eloy w Arizonie zginęło dwóch operatorów GROM-u: chor. Rafał „Kotnar” Kotnarowski i sierż. Karol „Brylant” Rubin. Szyszka, który wcześniej sam kilka razy jeździł na skoki do USA, mówi, że to nie wynikało z niczyjego błędu. „To jest po prostu niebezpieczny biznes i nawet jak ktoś zrobi wszystko perfekcyjnie, to coś może się odwalić” – tłumaczy. Dlatego uważa, że wcześniejsza emerytura dla operatorów jest zasłużona. Sam należy do ostatnich roczników, które wstąpiły do służby przed zmianą przepisów emerytalnych z 2013 roku i mogą odejść po 15 latach. Dziś młodsi koledzy muszą służyć 25 lat.
Najbardziej brakuje mu dziś zespołu. Jak mówi, to grupa wyselekcjonowanych specjalistów, z których każdy ma „tak samo porąbane” dążenie do doskonałości, i to właśnie dla niego warto pójść na selekcję. Żałuje tylko jednego: przez całą służbę przygotowywał się do operacji uwalniania zakładników, a taka operacja w kraju nigdy nie była potrzebna. Od razu dodaje, że to bardzo dobrze.
Od strzelby do PCSL – kariera sportowa
Sport nie był dla Szyszki odskocznią od służby, tylko sposobem, żeby strzelać szybciej i celniej na służbie. Chciał też sprawdzić, czy potrafi nauczyć się czegoś od zera, żeby nikt mu nie mówił, że „wszystkiego nauczył się w GROM-ie”. Zaczął więc od strzelby w strzelectwie dynamicznym IPSC i w 2019 roku został mistrzem Polski.
Potem przyszły karabinki na nabój pistoletowy 9 × 19 mm (PCC, Pistol Caliber Carbine), bo najbardziej przypominały mu walkę na krótkim dystansie, czyli to, co robił w pracy. W PCC zdobywał mistrzostwa i puchary Polski, a z pistoletu drużynowe mistrzostwo kraju.
Extreme Euro Open 2021 i pół sekundy do czołówki
Momentem zwrotnym był Extreme Euro Open w 2021 roku. Po czterech dniach zawodów Szyszka zajął czwarte miejsce i trafił do dodatkowej dogrywki dla najlepszych. Strzelał w niej m.in. z Amerykaninem Maksem Leograndisem i Słowakiem Pavolem Ženčárem, czołowymi zawodnikami PCC na świecie. Zabrakło mu pół sekundy, może sekundy.
Wtedy zobaczył, jak wygląda szczyt, i postanowił, że jeśli ma w to wchodzić, to w całości. Odtąd strzelanie pochłaniało wszystkie jego oszczędności i każdą wolną godzinę. Przez lata sport nie przynosił mu pieniędzy, tylko je zabierał.
Mistrzostwa świata w Znojmie
Na pierwsze mistrzostwa świata IPSC w PCC czekał kilka lat, bo imprezę kilkukrotnie przekładano. Odbyły się w maju 2025 roku w Znojmie w Czechach i zebrały ponad tysiąc zawodników z 54 krajów. Szyszka dostał powołanie do reprezentacji i planował pięciomiesięczny obóz przygotowawczy, na który odkładał urlop.
Plany zweryfikowało życie prywatne. Rodzina Szyszki się powiększała, a córka – jak mówi, typowe dziecko o wysokich potrzebach – potrafiła budzić się osiem razy w nocy. Zamiast pięciu miesięcy przygotowań wyszło pięć całodniowych sesji na ostro, po 1000–2000 naboi. Na dwóch–trzech torach zawiódł wysłużony sprzęt. Zapasowy karabinek SIG MPX miał za sobą ponad 70 tysięcy strzałów i jechał na zawody z pękniętą górną częścią komory zamkowej, a podstawowy – kilkadziesiąt tysięcy.
Mimo to Szyszka zajął 16. miejsce w najliczniej obsadzonej klasie PCC Optics i był najlepszym z Polaków. Z Witalijem Jakutikiem, Bartoszem Dunderem i Szymonem Mikeską zdobył czwarte miejsce drużynowo. Mistrzem świata został Ženčár, który sam miał zacięcie już na pierwszym torze. Po Znojmie Szyszka odsunął IPSC na bok.
Glock i HK na mistrzostwach USA
Od końca 2024 roku jego głównym celem jest PCSL (Practical Competition Shooting League) – amerykańska liga, w której zawodnik strzela z karabinka i pistoletu na jednym torze. Szyszka mówi, że to formuła najbliższa temu, czego potrzebuje żołnierz. W klasie practical karabinek nie może mieć hamulca wylotowego, tylko tłumik płomienia albo tłumik dźwięku, pistolet nie może mieć kompensatora, a magazynki do karabinka mieszczą najwyżej 30 naboi.
Na mistrzostwa USA pojechał dwa razy z Glockiem i karabinkiem HK, czyli bronią bardzo zbliżoną do tej, z której strzelał w jednostce. W grudniu 2024 roku, w debiucie i w pierwszym starcie poza Europą, zajął czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej klasy practical i wygrał klasyfikację żołnierzy. W 2025 roku w Hurricane w stanie Utah był piąty z wynikiem 90,09 proc. punktów zwycięzcy.
Amerykanie byli w szoku, że ktoś ogrywa ich wyczynowe pistolety za kilkadziesiąt tysięcy złotych Glockiem za 3 tysiące. Szyszka przyznaje, że była to „romantyczna wizja granicząca z głupotą” – wojskowa pensja nie pozwalała na lepszy sprzęt, a ostatnie 5–10 proc. straty do podium łatwiej odrobić bronią, która wybacza błędy. Za odprawę emerytalną kupił więc broń sportową. Na zawodach Gulf of America Tournament startował z kolei w kamizelce z płytami balistycznymi, w klasie dla strzelców w pełnym oporządzeniu.
| Data | Wydarzenie |
|---|---|
| 30 grudnia 2010 | Przyjęcie do policji, szkoła w Pile, oddziały prewencji w Opolu |
| ok. 2011 | Samodzielny Pododdział Antyterrorystyczny Policji (SPAP) w Opolu, najmłodszy w składzie |
| ok. 2013 | Zaliczona selekcja do JW GROM w wieku 23 lat |
| 2015 | Przyjęcie do GROM-u, numer 1123, kurs działań specjalnych i pseudonim „Żelazny” |
| 2019 | Mistrzostwo Polski IPSC w strzelbie |
| 2021 | 4. miejsce w Extreme Euro Open i dogrywka z czołówką światową |
| grudzień 2024 | Mistrzostwa USA PCSL: 4. miejsce w klasyfikacji generalnej practical, 1. wśród żołnierzy |
| maj 2025 | Mistrzostwa świata IPSC PCC w Znojmie: 16. miejsce indywidualnie, 4. drużynowo |
| 2025 | Mistrzostwa USA PCSL w Utah: 5. miejsce w klasie practical |
| ostatni rok służby | Zwycięstwo w SOF Sniper Cup, emerytura w wieku 35 lat |
Poza tabelą zostają wyniki, które Szyszka wymienia sam:
- SOF Delta Cup – wielokrotne zwycięstwa indywidualne i drużynowe w zawodach strzeleckich wojsk specjalnych, w których startują też zespoły z zagranicy.
- Hard as Hell – drugie miejsce w bardzo trudnych amerykańskich zawodach Briana Nelsona, gdzie za każde trafienie w cel, do którego nie wolno strzelać (tzw. no-shoot), dostawało się dotkliwą karę.
- Gulf of America Tournament – zwycięstwa w klasyfikacjach żołnierzy, także w edycji nocnej.
- Zawody taktyczne – starty w Furii, Lynx Brutality, Check Combat i fińskim Finnish Brutality.
Sam mówi, że bardziej niż kolejne medale interesuje go dziesiąte miejsce w światowej stawce, z którego może wyciągnąć najwięcej, bo dokładnie widać, ile brakuje mu do najszybszego strzelca na świecie.
Po wojsku – szkolenia, trening i głowa
Na emeryturze wolnego czasu ma mniej niż w służbie. Pod szyldem własnej szkoły HS3 (High Speed Shooting Skills) szkoli policyjnych kontrterrorystów, żołnierzy i cywilów, współpracuje z firmami Direct Action i Delta Optical, testuje sprzęt i pomaga go projektować. Chętnie podkreśla, że chce promować polskie firmy, bo Polacy za często zakładają, że amerykańskie jest lepsze. Pierwszy raz strzelał na optyce Delty z myślą, że jest „za tania, żeby była tak dobra”, i okazało się, że się mylił.
W maju 2026 roku w Radiu Wnet przekonywał, że Polska powinna szkolić społeczeństwo w umiejętnościach podwójnego zastosowania, przydatnych w życiu cywilnym i w kryzysie – od strzelania przez latanie dronami po medycynę i logistykę. O strzelectwie czy dronach mówił, że „to może być hobby, które stanie się bezcenne”, bo nauka podstaw trwa latami i nie da się jej nadrobić w czasie mobilizacji.
Fundamentalna czwórka
Jego szkolenia mają poziomy. Na pierwszym uczy tego, co nazywa „fundamentalną czwórką”, czyli umiejętności, które występują przy każdym strzale praktycznym, niezależnie od tego, czy zbiera się punkty na zawodach, czy walczy z przeciwnikiem:
- Kontrola spustu – ściągnięcie języka spustowego tak, żeby nie zakłócić celowania.
- Kontrola odrzutu – po strzale broń ma wrócić w to samo miejsce, żeby jak najszybciej oddać kolejny.
- Praca wzrokiem – dobór schematu celowania do sytuacji, inny przy precyzyjnym strzale, a inny przy szybkim.
- Dobycie broni lub złożenie się do strzału – wyjęcie pistoletu z kabury albo złożenie się z karabinkiem, czyli wszystko, co dzieje się, zanim broń zostanie wymierzona w cel.
Drugi poziom poświęca umiejętnościom wizualnym i manipulacji bronią, trzeci – poruszaniu się, wchodzeniu na pozycję i strzelaniu w ruchu. Czwarty to sprawdzian na torach, który można powtarzać bez końca. Szyszka przyjmuje tylko osoby z własną bronią, które już umieją bezpiecznie się nią posługiwać. Całkiem początkującym uczciwie radzi, żeby najpierw poszli do dobrego klubu, bo wyjdzie taniej.
Trening na sucho i 90 procent
Szyszka rozdziela budowanie szybkości od budowania powtarzalności. Kiedy buduje szybkość, zaczyna od powolnych, idealnych ruchów i przyspiesza aż do przekroczenia własnych granic. Kiedy buduje powtarzalność, od razu wchodzi w trening na 90–95 proc. swoich możliwości i trzyma to tempo przez całą sesję. Nie wygląda to efektownie na Instagramie, ale według niego właśnie to jest istotą treningu.
Większość pracy wykonuje na sucho – kilka razy w tygodniu po 15–30 minut, najlepiej do pół godziny, bo potem przy tak technicznej pracy „leci para uszami”. Wizyta na strzelnicy to tylko sprawdzian, czy trening na sucho był dobry. Jedna jego zasada wraca w każdym wywiadzie: ludzie przeceniają to, co mogą zrobić sprzętem, a nie doceniają tego, co mogą zrobić treningiem.
Nawet jeśli główną bronią jest karabinek, ponad połowę treningu robiłby z pistoletem. Pistolet bardziej karze za błędy na spuście i przy odrzucie, więc kto opanuje go dobrze, poradzi sobie też z karabinkiem. Odwrotnie to nie działa. Szyszka zwraca też uwagę, że to, co jest trudne z pistoletu na 15–20 metrów, z karabinka trzeba robić na 70–100 metrów, a większość ludzi trenuje karabinkiem na dziesięciu.
Najwięcej o swoim treningu, selekcji i różnicach między strzelaniem sportowym a bojowym Szyszka opowiada w rozmowie z kanałem Strefa 44.
Presja jako paliwo
Z trenerką mentalną Darią Albers, która przygotowuje m.in. zawodników UFC, a wcześniej pracowała z Janem Błachowiczem, Szyszka współpracuje od kilku lat. Wcześniej czytał dziesiątki książek o przygotowaniu mentalnym, które zbierał na misjach. Poleca zwłaszcza „With Winning in Mind” Lanny’ego Basshama. Na jednym webinarze prowadzący zapytał, ile procent sukcesu stanowi psychika. Szyszka, który słuchał go w środku nocy na misji, napisał: 95.
Przez lata popełniał, jak mówi, błąd wielu zawodników – pozwalał, żeby wynik definiował go jako człowieka. Po słabszych zawodach chodził struty aż do następnych. Dziś jego celem nie jest konkretne miejsce, tylko to, żeby być jak najlepszym strzelcem, bo dzięki temu wyszkoli innych, którzy może kiedyś uratują czyjeś życie. Z takim podejściem przegrana na torze po prostu przestaje być katastrofą.
Rok pracy w dziesięć sekund: w jednostce Szyszka przez ostatni rok pracował nad jedną techniką – szybkimi dubletami z pistoletu na około 10 metrów, schodząc na zwykłym Glocku do przerw między strzałami rzędu 0,12–0,13 sekundy. Któregoś dnia wytłumaczył ją koledze w dziesięć sekund: mocniej ścisnąć lewą ręką, rozluźnić prawą. Kolega strzelił raz i od razu był szybszy od niego, i to powtarzalnie. Szyszka mówi, że ręce mu opadły, ale od tej pory, gdy widzi u kogoś talent, mówi mu to od razu, bez obawy, że go „przepali”.
Presję traktuje jako paliwo. Twierdzi, że zmierzył to na sobie: na zawodach, gdy dobrze zapanuje nad głową, strzela szybciej i celniej niż na treningu. Dlatego na zajęciach celowo stawia się w sytuacji, w której musi coś zapowiedzieć i od razu pokazać przed grupą. Jak tłumaczy, jeśli ktoś będzie do niego strzelał, stres będzie większy niż przy piszczącym timerze, więc pod presją trzeba umieć działać już na treningu.
Gdzie szukać Szyszki: szkolenia z pistoletu i karabinka prowadzi pod szyldem HS3 High Speed Shooting Skills. Terminy i relacje z zajęć publikuje na stronie szkoły na Facebooku, a starty w zawodach relacjonuje na własnych profilach: Instagram i Facebook.
Amadeusz „Żelazny” Szyszka – najczęściej zadawane pytania
Skąd wziął się pseudonim „Żelazny”?
Podczas kursu działań specjalnych w GROM-ie Amadeusz Szyszka zasnął za kierownicą, a jego samochód przeleciał około 35 metrów i zatrzymał się na brzozie. Szyszka wyszedł z tego bez obrażeń i następnego dnia wrócił na kurs. Kiedy kolega pokazał instruktorowi zdjęcie rozbitego auta, pseudonim „Żelazny” przylgnął na stałe. W policji nazywano go wcześniej Mozartem.
Jak długo Amadeusz Szyszka służył w GROM-ie i czym się tam zajmował?
W GROM-ie służył ponad 10 lat, od 2015 roku, a wcześniej ponad cztery lata w policji, głównie w Samodzielnym Pododdziale Antyterrorystycznym Policji (SPAP) w Opolu. W jednostce był operatorem zespołu bojowego, medykiem i łącznościowcem, pracował w wydziale szkolenia, gdzie współtworzył komórkę strzelecką, a pod koniec służby został snajperem. Na emeryturę odszedł w wieku 35 lat.
Jakie sukcesy sportowe ma na koncie „Żelazny”?
Jest wielokrotnym mistrzem Polski w strzelectwie dynamicznym IPSC, m.in. w strzelbie i PCC. Na mistrzostwach świata IPSC PCC w Znojmie w 2025 roku zajął 16. miejsce i był najlepszym z Polaków, a drużynowo Polska była czwarta. Na mistrzostwach USA w PCSL dwukrotnie wygrał klasyfikację żołnierzy i dwukrotnie był w pierwszej piątce klasy practical. Wygrywał też wojskowe zawody SOF Delta Cup i SOF Sniper Cup.
Czym jest PCSL i dlaczego Szyszka uważa ją za najlepszą formułę dla żołnierzy?
PCSL (Practical Competition Shooting League) to amerykańska liga strzelecka, w której zawodnik używa na torach karabinka i pistoletu. Ma tylko dwie główne klasy. W klasie practical broń nie może mieć hamulców wylotowych ani kompensatorów, więc przypomina broń służbową. Szyszka razem z innymi zawodnikami sprowadza tę formułę do Polski.
Czy można się szkolić u Amadeusza Szyszki?
Tak. Szyszka prowadzi szkolenia grupowe i indywidualne z pistoletu i karabinka, podzielone na poziomy, a także zajęcia dla służb. Przyjmuje osoby z własną bronią, które potrafią się nią bezpiecznie posługiwać. Informacje o terminach publikuje na stronie HS3 High Speed Shooting Skills na Facebooku.
Źródła
https://www.youtube.com/watch?v=jf2UgevA_SA
https://www.youtube.com/watch?v=ZHT7NuKnmeE
https://www.youtube.com/watch?v=oRgpmoVg-k0
https://www.youtube.com/watch?v=-1AvBESNhyQ
https://www.youtube.com/watch?v=ayCJX6QnGtw
https://www.youtube.com/watch?v=M41Uzc6W0ek
https://www.surefire.com/news/?p=2025-ipsc-pccmini-rifle-world-shoot
https://actiongunner.com/aj-anthony-claims-competition-title-slovakias-zencar-wins-practical-at-2025-pcsl-2-gun-nationals/
https://www.special-ops.pl/artykul/trening-i-szkolenie/106071,szkolenie-kontrterrorystow-z-opola
https://www.wprost.pl/kraj/12129469/karol-rubin-z-orzysza-nie-zyje-w-sieci-powstala-zbiorka-dla-rodziny-zolnierza-grom.html
https://www.fakt.pl/polityka/zolnierze-grom-zgineli-w-usa-prokuratura-bada-sprawe/h4zp85m
https://wnet.fm/2026/05/06/byly-zolnierz-grom-u-polska-powinna-szkolic-spoleczenstwo








